sobota, 23 lutego 2013

[Ara~ fik] Watashi no Koi 06


TYTUŁ: Watashi no Koi [Moja miłość]
AUTOR: [Ara~]
PAIRING: Ohmiya (Ohno Satoshi x Ninomiya Kazunari) [Arashi]
GATUNEK: YAOI, Romans, Dramat, Komedia
KATEGORIA: 15+

  

        Satoshi wetknął ołówek za ucho. Podniósł odwróconą kartkę pod światło i przyglądał się jej przez chwilę w skupieniu.
        'Coś nie tak?'
        Ohno zareagował z lekkim opóźnieniem.
 
        'Słucham?' – Malarz odwrócił wzrok od swojej pracy. Starając się ukryć zdezorientowanie spojrzał w stronę kanapy. Siedzący na niej Kazunari przekręcił oczami.
        'Nieważne. Mogę już się ruszyć?'
        'Tak. Zróbmy sobie krótką przerwę.' – Satoshi odłożył rysunek na bok.
        Ninomiya przeciągnął się jak kociak. Zaczął machać kończynami starając się je rozprostować. Siedzenie w bezruchu przez ponad pół godziny było trudniejsze niż się spodziewał.
        'Ninomiya-kun może chcesz coś do picia?' – zaproponował Satoshi.
        'Dziękuję, ale nie.' – Kazunari wygrzebał ze swojego plecaka jakąś książkę i usadowił się z powrotem na kanapie.

sobota, 16 lutego 2013

[Ara~ fik] Watashi no Koi 05


TYTUŁ: Watashi no Koi [Moja miłość]
AUTOR: [Ara~]
PAIRING: Ohmiya (Ohno Satoshi x Ninomiya Kazunari) [Arashi]
GATUNEK: YAOI, Romans, Dramat, Komedia
KATEGORIA: 15+

        Para bursztynowo-brązowych oczu patrzyła na Ohno ponaglająco.
        'Yyyy…. poproszę kawę i yyyy... ciastko z kremem' – wystękał w końcu malarz. Młodziutka kelnerka uśmiechnęła się promiennie zabierając menu.
        'Już przynoszę' – powiedziała nie przestając się uśmiechać, po czym odeszła by zająć się innymi stolikami.
        Satoshi potarł czerwoną plamę na swoim błękitnym kombinezonie. Nawet nie pomyślał o tym, by przebrać się przed wyjściem. Na szczęście kawiarenka, w której znajdował się teraz nie była tak ekskluzywna jak można było się tego spodziewać po jej obcojęzycznej nazwie.
        Siedzący naprzeciwko malarza młodzieniec zastukał palcami o blat stołu. Mierzył starszego uważnym spojrzeniem. Satoshi drgnął i szybko przestał pocierać plamy na swoim ubraniu.
        'Przepraszam' – powiedział.

niedziela, 3 lutego 2013

[Ara~ fik] Watashi no Koi 04


TYTUŁ: Watashi no Koi [Moja miłość]
AUTOR: [Ara~]
PAIRING: Ohmiya (Ohno Satoshi x Ninomiya Kazunari) [Arashi]
GATUNEK: YAOI, Romans, Dramat, Komedia
KATEGORIA: 15+

'Nie masz żadnych nowych wiadomości.'
        Satoshi odłożył telefon na bok i powrócił do mieszania farby. Z miną myśliciela podniósł pędzel na wysokość oczu. Obrócił go w obie strony po czym wypróbował nową mieszankę na kartce białego papieru.
'To nie to' – powiedział do siebie odkładając pojemniczek z farbą i pomazaną nią kartkę obok czterech innych, podobnych.
        Ohno chwycił kolejny, pusty kubeczek po jogurcie. Na spód nalał kilka kropel białej farby, następnie dodał kilkanaście kropel farby żółtej, a na sam koniec sporo brązowej. Wytarł o siebie ręce przyglądając się swojej mieszance bez większego entuzjazmu. Opadł plecami na podłogę próbując sobie przypomnieć dokładnie kolor oczu chłopaka z gitarą.
        Minęło cztery dni od incydentu w parku.

sobota, 2 lutego 2013

[Bang!_fik] Kac Japan

Tytuł: Kac Japan
Autor: [Bang!]
Pairing: GRi, ToDae,... Tae T_T
Typ: One shot
Gatunek: komedia, bromance, detektywistyczny
Kategoria: 15+
* Na kanwie filmu 'Kac Vegas'.


[Bang!] Fik napisany dawno, dawno temu, przed erą arabang55. (Uwielbiam pijackie historie XD)



Występują:







Gościnnie:





1.

         Tabi się nudził, wszyscy się nudzili. Patrzyli na krystaliczną wodę w basenie tępo i bez życia. Po pół roku promocji nowego krążka, wykańczających koncertach, milionach programów, przebierania się i bajerowania publiczności, mieli wakacje. Początkowo każdy miał się rozjechać w swoim kierunku, ale w końcu zdecydowali, że przynajmniej część wakacji spędzą razem. I co? Mieli depresję. Zupełnie nie wiedzieli co ze sobą zrobić. Po pierwsze zaczynało brakować im ich dotychczasowego, aktywnego, zaplanowanego co do minuty życia, a po drugie szef jak nigdy dotąd dał im zakaz jakichkolwiek czynności związanych z pracą. Dotyczyło to szczególnie Smoka, który był pracoholikiem i przez te pierwsze dni wakacji chodził jak na głodzie narkotykowym – blady i obgryzający paznokcie do krwi. Reszta nie wyglądała zresztą lepiej. Seungri, którego ciężko było upilnować, dostał dodatkowo list, w którym papa YG* zabraniał mu chodzić w podejrzane miejsca samemu, co S. bardzo lubił robić. Zresztą nakaz z kartki promieniował na wszystkich. Jeżeli podejrzanymi miejscami były kluby to nie zamierzali nawet dotknąć ich bram. Smok zbyt dobrze pamiętał swoją ostatnią wpadkę i nie chciał znowu być przyłapany przez jakiegoś konfidenta. Marzył, żeby go dorwać. Upijanie się też nie wchodziło w grę jako, że kojarzyło się z klubowaniem. Jedynym posiadaczem mocnej głowy był Tabi, a jemu nie było bezpiecznie oddawać się pod opiekę. Tak więc siedzieli przy basenie i mieli pustkę w głowie.  
        Nagle sfrustrowany Sri nie wytrzymał i palnął:

'Wyjmij te palce z ust, bo mnie coś bierze!' - Na co Smok zacisnął wargi i wyprostował nogę, wrzucając maknae do błękitnej toni ze słowami:

'I'm singing my blueuuuuuuu!'

         Tabi ryknął tubalnym śmiechem i sam wpadł w otchłań.

'Powinniśmy dodać to do teledysku' – zauważył Tae.

         Dae spojrzał na zegarek.

'Miałem dziś iść do kościoła. Jest niedaleko.'

         Seungriemu zadrgała powieka raz i drugi. W końcu wrzasnął:

'Dosyć!!! Ludzie, wyglądacie jak cienie. Sami pracoholicy, księża i narkomani.' - Smok już schodził po drabince basenu. - Zróbmy coś szalonego, pójdźmy gdzieś. Pamiętacie rzekę Han** w świetle księżyca?

'Nie przypominaj nam!!!' - zakrzyknęli wszyscy zgodnie.  

'Leczyłem pęcherz przez tydzień' – mruknął Tabi.

'Tylko tobie podobała się kąpiel nago w marcu, pando' – powiedział Dae i wyszczerzył się w kierunku Tabiego.  

      Sri już miał odkrzyknąć coś na swoją obronę, gdy nagle jego głowa zniknęła z powierzchni wody. Zamiast niej pojawiła się głowa Smoka. Śmiał się. Dręczenie maknae zawsze wprawiało go w dobry humor. Dziś nawet poświęcił nową koszulkę od Gucci'ego chlorowanej wodzie, co było ewenementem. Sri wreszcie pozwolono wypłynąć.

'W ogóle mnie nie ratujecie i tak jest zawsze.' - Na co reszta tylko wzruszyła ramionami.  

'To gdzie idziemy?'

       Tabi zaczął wyliczać coś na palcach. Po dłuższej chwili powiedział:

'Wychodzi na to, że najlepiej będzie pójść na karaoke. W końcu jesteśmy w Japonii.'  

'Taak! Pójdziemy pod osłoną nocy, zamkniemy się w którymś z pokoi i będziemy chlać do rana!!' – wykrzyknął Sri, a czyjaś ręka wepchnęła jego głowę ponownie pod wodę. – 'Skąd baby panda zna takie słowa?

        Sri wypłynął i ktoś zamknął go w uścisku.
      Smok kochał swoją pandę miłością wielką i brutalną. Zawsze chciał mieć młodszego brata, którego mógłby na zmianę dręczyć i kochać. O dziwo Sri akceptował to, a może po prostu nie miał gdzie uciec. W każdym razie pokorniał w obecności Smoka, przytłoczony jego charyzmą i geniuszem. Ale kochali się bardzo, jak pies z kotem, jak Tom i Jerry. Smok też wynosił coś z tej znajomości. Ponieważ sam był nadwrażliwy i wszystko brał na poważnie gdy chodziło o kobiety, Sri był dla niego wybawieniem. Zawsze znalazł sposób na dobry podryw. Był mistrzem w tej dziedzinie i Smok go podziwiał,... ale tylko w tej jednej kwestii.  

       Tabi wygramolił się jakoś z basenu i cały ociekający wodą poszedł do Dae, żeby go trochę zmoczyć, co Dae przywitał obojętnie. Jeśli będzie taki do końca, Tabi szybciej się odczepi.  
       W basenie zabawa trwała w najlepsze. Gdy maknae postanowił spróbować wspiąć się po drabince na górę, nie pozwolono mu. Tae tylko wzdychał.  

'Hyuuuuung! Zimno!' - Sri wrzasnął na całe gardło, po czym został wypuszczony i położył się na wznak przy Tabim.  

        Smok zarządził:

'Zbieramy się.'

2.

        Z niewielkiego pokoju słychać było hit za hitem, z przerwami na picie.
        Tabi wstał i podniósł kieliszek.

'Kolejka za Tae, żeby nie został dziewicą do końca życia' – powiedział i nachylił się do Tae, który był nieprzytomny. - 'Ani pastorem' – dodał Tabi.

'Pijemy!!'

       Dae był skonsternowany. Zazwyczaj to Sri chodził z unitem pić, on się trzymał bliżej Tae. Poza tym Tabiemu włączyło się całowanie i obmacywanie częstsze niż zwykle. Wstał z zamiarem wyjścia z tego burdelu, gdy silne ręce usadowiły go z powrotem i wlały w niego dwa kieliszki sake. Tabi chciał go dzisiaj schlać, żeby tamten zapomniał o ostrożności i tym głupim wypadku. Uda mu się jak nic. Był z siebie dumny.  

'Uwaga, uwaga, secret garden!!' - krzyknął.

         Dae jęknął w duchu.
        Najpierw Tabi próbował dobrać się do maknae, co tamten przyjął z pijackim szczęściem, ale został powstrzymany przez lidera. Tabi machnął ręką, złapał twarz Dae w obie dłonie i... takiego 'secret garden' nikt sobie nie przypominał. Dae próbował się uwolnić, ale został tylko rzucony na kanapę. Lider przewrócił oczami i wrócił do nieco niezrozumiałej rozmowy z maknae.

'Powiedz mi, dlaczgo nie włożłeś koszulki, którą razm kupili!?'

'Eee??'

'Czemu jej nie mas?'

'Ty ją włożłes!'

'Arienajcuno!!'***

          Smok sięgnął po kolejny kieliszek. Coś mu świtało, że miał nie pić w te wakacje, ale uznał, że pewnie mu się to przyśniło.  
          Nachylił się do ucha maknae.

'Kochm cie Seunguska!!'

          Smok popatrzył nieprzytomnie w przestrzeń i zawołał:

'Zmieniy lokl!'

3.

       Było dobrze po drugiej, gdy Tabi maszerował z Dae za rękę, a właściwie ciągnął go za sobą, po słynnych ukośnych pasach w dzielnicy Shibuya. Usłyszał hałas i otrząsnął się. Kazał Dae się wyprostować. Wyglądali niemal na trzeźwych. Ochroniarze przy wejściu tylko się uśmiechali, ale wpuścili ich do środka.

4.

        Tymczasem Sri, Smok i Tae trzymali się za ręce i zajmowali cały chodnik. Szli zygzakiem, z przerwami na pawie. Maknae wymamrotał:

'Śku.' - Na co lider poklepał powietrze sądząc, że to plecy maknae.

'Spojnie, zarz cośś znade.'
        Nagle zobaczyli jakiś kolorowy budynek i Smok zapukał.

'Szf byby z nas dumny. Jak potrfimy odnalezc sie w trenie, ne?'

5.

        Sri obudził się. Widział zachód słońca. Gryzącą czerwień. Potrząsnął głową i natychmiast przestał. Było mu niedobrze i dodatkowo nie mógł się ruszyć.  
'Ale co... WTF!!!'
       
        Sri spojrzał w dół i zdał sobie sprawę, że leży nago w łóżku, otoczonym prętami i jest do tego łóżka przypięty pasami. Owa czerwień to farba na ścianach, a obok niego spał sobie w najlepsze Smok w skórzanym kostiumie, który więcej pokazywał niż zakrywał. W jego nogach leżał zamotany pejcz. 
       Maknae uznał, że Smokowi bardzo nie spodoba się to nowe wdzianko. Ci, którzy ogłosili go ikoną stylu nie spodziewali się takiego obrotu sprawy. 

6.

       Dae obudził się. Widział ciemność. Podniósł się i widoczność zasłoniło mu coś różowego. Dae próbował odgarnąć to coś z czoła w wyniku czego w ręku został mu różowy, owłosiony kołtun.

'Peruka?' - pomyślał i wstał. Przed oczami mu zawirowało i zemdliło go. Opadł na plecy. Usłyszał dziwne szuranie i nagle poczuł jak ktoś go chwyta za nogę i wspina się po niej. Wrzasnął jak opętany. Przed sobą zobaczył Tabiego, pomarańczowego na twarzy z blond peruką.

'Wody' - zaskrzeczał Tabi.

          Dae przestał myśleć o czymkolwiek.  

7.

         Tae było niesamowicie dobrze. Czuł się nieźle tylko trochę bolała go głowa. Wstał i od razu rzucił mu się obrazek przedstawiający dwie pary nóg z pomalowanymi na czerwono paznokciami i jego własną parę. Tae bał się rozejrzeć na boki i postanowił jeszcze raz zasnąć. To tylko zły sen.

8.

       Pobudka Smoka była rozkoszna do czasu, gdy otworzył oczy. Najpierw zobaczył czerwień, potem nagiego maknae, który patrzył na niego niewyraźnie, a na końcu zobaczył siebie i tym widokiem przeraził się najbardziej.  

'Co my tu do cholery...' - zaczął Smok i nie był w stanie dokończyć. Jego mózg zaczął intensywnie pracować. Co powstanie z ubranego w skórzany kostium Smoka, związanego maknae, pejcza, klatki i czerwonych ścian? - 'Boże, powiedz mi, że tu nic nie zaszło!!'
Maknae popatrzył na Smoka szeroko rozwartymi oczami.

'Ja nie pamiętam.'
       
        I Smok już wiedział, że to nie będzie dobry dzień.  

9.

        Dae i Tabi zgodnie stwierdzili, że znajdują się na plaży nad morzem albo oceanem. Ale co to za plaża i co to za woda – nie mieli pojęcia. Był jeszcze jeden problem. Mieli na sobie neonowe ciuszki i kabaretki, a woda obmywała porzucone, lakierowane buty na ogromnych platformach.  
Nagle Dae wyczuł jakąś kartkę w kieszeni, wyjął ją i przeczytał. Zaraz potem twarz wykrzywiła mu się w podkówkę.

'Chyba wiem gdzie jesteśmy.'

'Mów!'

'Nad Atlantykiem, niestety.'
     
         Tabi spojrzał na niego z przerażeniem.  

'Co my braliśmy?'

10.

'Najpierw mnie rozwiąż' – poinstruował Smoka maknae.

          Lider miał wyrzuty sumienia.

'Przepraszam Seunguska, że w taki sposób straciłeś kwiat swego dziewictwa.'

'W porządku.' - Ale dla Sri nic nie było w porządku. - 'Rozwiąż mnie i przebierzmy się w końcu w coś normalnego. Patrz tam są nasze ciuchy' – wskazał przeciwległy kąt koło jednej z maszyn tortur.

         Uwolnienie maknae dokonało się, ale nie bez trudności, bo pasy które go krępowały były dosłownie wszędzie. 
          Gdy przebrali się wreszcie we własne ubrania, Smok żeby rozładować atmosferę powiedział:

'Ale ciało naprawdę masz ładne.' - Na co Sri zadrgały powieki i wyglądało jakby miał się zaraz rozpłakać.

          Smok pogłaskał go po głowie.

'Obiecaj, że nikt się o tym nie dowie' – zażądał maknae drżącym głosikiem. - 'Nawet reszta.'

'To pierwsze mogę ci obiecać, ale to drugie już nie. Obawiam się, że tamci znaleźli się w równie interesujących sytuacjach. Ciekawie gdzie teraz są.' - Palec zatrzymał się na ustach.

'Zadzwońmy do nich' – zaproponował maknae.

'Dobra myśl, tylko nie wiem gdzie są nasze komórki.' - Smok pokręcił się chwilę po pokoju, patrząc z niedowierzaniem na ten przybytek sado-maso i oznajmił:

'Tu jest stacjonarny.'

'Taak.'

'Byłoby wspaniale gdybyśmy znali ich numery.'

'Taak.'

11.

'Zadzwońmy do nich' – zaproponował Dae.

'Taak.' - Skacowanego Tabiego nie stać było na nic więcej.

'Byłoby świetnie gdybyśmy mieli nasze komórki.'

'Taak.'

12.

         Smok i Sri paradowali po korytarzu, mijając śpieszące się pary, które przyglądały im się z ciekawością. Smok pomyślał, że już nie było innego miejsca, w którym mogliby się znaleźć – to musiał był love hotel.  
Dotarli w końcu do recepcji, gdzie automatyczna sekretarka kazała im zapłacić, wyraziła nadzieję że noc była udana i życzyła miłego dnia, po czym zwróciła im komórki. Sri czym prędzej złapał swój i zaczął szukać numeru Dae. Czekał i czekał, a Dae uparcie nie odbierał. Tak samo było z Tae. Smok zadzwonił do Tabiego. Telefon został odebrany i jakiś głęboki głos powiedział 'słucham'. Tyle, że to nie był głos Tabiego.

'Czy to Choi Seung Hyun?' – zaczął ostrożnie Smok.

'Choi tak, ale nie Seung Hyun. A kto mówi?'

'Nieważne. Dlaczego pan odebrał cudzy telefon?'

'Jestem menedżerem klubu dla gejów i transwestytów w dzielnicy Shibuya. Ten telefon został znaleziony dziś rano przez naszą sprzątaczkę.'

'A-h-a.' - Smokowi zaparło dech z wrażenia. - 'Może pan podać dokładny adres... tego klubu?'

'Jasne, kocie.'

             Smok pokiwał głową i odłożył telefon.  

'I co, i co?' - Maknae już od jakiegoś czasu wpatrywał się w stężałą twarz swojego hyunga. Z jego miny wnioskował, że nie jest dobrze.

            W odpowiedzi Smok tylko popchnął go do wyjścia.  

13.

           Tae nagle wstał i wszystko, wszyściutko sobie przypomniał. Samotna łza spłynęła mu po policzku.

'Zabiję cię, Ji Yong.'

14.

           Tabi z Dae szli bokiem ciągnącej się w nieskończoność jezdni i mieli nadzieję spotkać po drodze jakiś sklep albo stację benzynową. Problem w tym, że mogła ona stać równie dobrze w promieniu 1 jak i 100 km.  

'Prawie jak 'Tonight'' – zauważył Tabi.

'Tak, tylko tam było jasno. No i jechałem samochodem.'

             Zamilkli na kolejny kilometr.

15.

             Smok i Sri zadarli głowy do góry i spojrzeli na wielki baner klubu.  

'Czyj to był pomysł, żeby tu przychodzić?'

             Nie trzeba było odpowiadać na to pytanie. Obaj dobrze wiedzieli kto był pomysłodawcą.  

'Musimy się spieszyć. Dochodzi szósta' – zauważył Smok. - 'Zaraz wylegnie tu dziki tłum. Nie możemy pozwolić sobie na rozpoznanie.'

          Weszli do klubu. Zastali bardzo eleganckie wnętrze, po którym nikt by się nie spodziewał, że gromadzi TAKI rodzaj klientów.  
           Zaczęli wypytywać wszystkie napotkane po kolei osoby o 'wielkiego faceta z grubym głosem' i 'mniejszego bez oczu', ale nikt ich nie kojarzył. Tylko jeden z ochroniarzy stwierdził, że po północy wpuścił dwóch nawalonych drag queen do środka, myśląc że będzie zabawnie.  

'No i pewnie było' – pomyślał Smok.

            Zapytali się o komórkę Tabiego. W odpowiedzi wyszedł jakiś maksymalnie ciotowaty facet, mówiąc że jest tu menedżerem. Na szczęście ich nie rozpoznał. Dał im za to torbę Tabiego i życzył 'miłego dzionka'.
            Postanowili jak najszybciej ulotnić się do hotelu. Wybiegli z klubu i złapali zbłąkaną taksówkę.  

16.

'Popatrz na to.' - Mina Sri zapowiadała kolejne nieszczęście.

          Gdy tylko wrócili do hotelowego pokoju, wysypali zawartość Topowej torby na dywan w salonie. Oprócz komórki było tam trochę pieniędzy, dwa pierścionki, kilka kartek i ani śladu dokumentów. Kartki okazały się być biletami wstępu do co najmniej pięciu klubów różnego rodzaju, a jedna kartka była biletem lotniczym w jedną stronę do Moskwy.
            Smok jęknął.  

17.

           Droga wcale się nie kończyła, mimo że szli już tak długo.  
           Nagle Tabi przystanął i nasłuchiwał przez chwilę.

'Coś nadjeżdża.'

          Nie mieli chęci i sił żeby odtańczyć taniec radości, gdy ujrzeli za sobą zdemolowany pick-up, wlokący się w tempie 30 km/h. Gdy wreszcie dojechał do nich, zamachali rękami i zapytali łamanym angielskim gdzie są. Kierowca obrzucił ich podejrzliwym spojrzeniem i mruknął:

'Żółtki, co?'

'Co, proszę?'

'Chinese?'

'No, no Korean.'

'I gdzie chcecie dojechać?'

'A gdzie jesteśmy?'

18.

            Sri obdzwonił wszystkie lotniska po kolei. I nic. Po Tabim i Dae nie było śladu. 

'Podejrzewam, że nie podali swoich prawdziwych nazwisk' – stwierdził maknae.

'To wszystko jest kurwa niemożliwe.' - Smok posłał swój telefon w kąt. Nagle z owego kąta rozległa się kompilacja dziwnych dźwięków, która przeszła w przerobioną wersję 'Gee'.

           Smok podszedł do telefonu i wziął go w rękę. Obawiał się, że to będzie...

'Dzień dobry, prezesie Yang. Tak, u nas wszystko w porządku, tak. Jestem ze Sri. Tak, Tom i Jerry zawsze razem. A, gdzieś poszli. Nie, nie pracujemy, a skąd. Mamy tyle rozrywek, po co pracować. Haha. Dziwny śmiech? A skąd! Tylko zaschło mi w gardle. Jutro!!! Rano!!! Ale dlaczego? Jestem dziwny? Nie, nie. Bardzo się cieszymy, że nas szef odwiedzi. Bardzo. Do zobaczenia.'

          Smok spojrzał na Sri.

'Tak, to jest dokładnie to, co myślisz. Seunguska, musisz się otrząsnąć i przestać myśleć o tym co się dziś...' - Smok pomyślał chwilę i dodał wolno - 'albo już wczoraj wydarzyło.'

          Sri był blady jak ściana, ale zdołał jeszcze pokiwać smutno głową. 
         Tu nie chodziło o to, że TO się stało w takich warunkach, ale że z facetem i to jeszcze z własnego zespołu. To zbyt straszne. On chciał być mężczyzną, którego pragnie każda kobieta i zrobić to kimś, kogo kocha, a nie... z Ji Yongiem w love hotelu. Przerażające. Na dodatek nie pamięta zdarzeń z tamtej nocy. Może to i lepiej. Ale z drugiej strony chciałby coś pamiętać ze swojego pierwszego razu****. Ale, zaraz. Skoro Ji Yong powiedział coś o stracie kwiatu, to by oznaczało, że jego kwiat...

'Ji Yong hyung...' - zaczął Sri, ale nie dokończył, bo rozległ się dzwonek telefonu, tym razem jego.

            Sri zobaczył na wyświetlaczu nazwisko i mocno się zdziwił.  

'Kto to?' - zapytał Smok zaglądając mu przez ramię.

'Halo?'

'Yo, tu Siwon.'

'Hej. Co tam.'

'Ale jaja. Widziałem wczoraj TOPa i Daesunga nieźle wstawionych.'

            Smok szepnął: 'Włącz głośnomówiący.'


'Gdzie ich widziałeś?'

'W jednym klubie, już nie pamiętam jak się nazywał. '

           Smok wyjął wszystkie bileciki i zaczął wymieniać nazwy. Jedna z nich wydała się Siwonowi znajoma.  

'Gdzie teraz jesteś?' - chciał wiedzieć Sri.

'W drodze na lotnisko. Lecimy z Super Junior na Tajwan. Mieliśmy w Japonii dwa koncerty.'

'Aha, dobrze że zadzwoniłeś.'

'No, oni się naprawdę dobrze bawili. Ponakładali akcesoria drag queen i śpiewali jakieś dziwne japońskie piosenki.'

'Drag queen? Tylko mi nie mów, że to był kolejny klub z rodzaju... wiesz jakiego.'

'Aha, jak ich zaczepiłem powiedzieli mi, że się gdzieś wybierają. Machali mi przed oczami biletami lotniczymi. Daesung się rozkręcił od ostatniego razu jak go widziałem.'

'Wiesz dokąd polecieli?'

'TOPowi upadł bilet i tam było coś 'los' albo 'las', nie zdołałem zobaczyć. Ok, muszę lecieć. Trzymajcie się.'

'Miłej podróży hyung, ale...'

             W tym momencie telefon się rozłączył. Sri z zadumą dokończył:

'… ale co ty robiłeś w tamtym klubie, hyung?'

             Smok wstał sprężyście i uśmiechnął się.

'No, coś tam już wiemy. Rozpiszmy sobie tę noc na godziny. Czego jesteśmy pewni na 100%?'

             Sri głęboko odetchnął i wygonił z głowy przykre myśli.  

'O 21 wyszliśmy wszyscy do baru karaoke. Taksówka podwiozła nas pod samo wejście. Było przed 23, kiedy zarządziłeś zmianę lokalu. Zdążyłem zauważyć, że Tabi i Dae wyszli razem w objęciach śmiejąc się do rozpuku. Około 23 zostawiliśmy pieniądze i zgarnęliśmy Tae. Pamiętam, że szliśmy po chodniku i strasznie chciało mi się sikać. Zaraz potem weszliśmy do budynku i zacząłem szukać łazienki.'

'Pamiętasz czy Tae wchodził z nami do tego budynku?'

'Nie, ale gdzie miałby pójść, przecież ledwo się trzymał na nogach?'

'No nie, a my to się świetnie trzymaliśmy.'

          Smok myślał. Składał fakty i próbował sobie przypomnieć coś, co pozwoliłoby im zakończyć ten przykry dzień. Jeszcze Sri tak dziwnie na niego patrzył, z mieszaniną smutku i niedowierzania. Nie mógł tego znieść. Naprawdę coś mu zrobił tej nocy? Niczego nie pamiętał. Myśl, Ji Yong, myśl! Weszli do budynku. Sam go znalazł, bo nie dało się go przeoczyć. Wyglądał jak średniowieczny zamek. Seungri poszedł szukać łazienki. Ciągle obijał się o ściany. On sam usadowił Tae na jakimś krześle. Tae był zamroczony i patrzył na niego błogim wzrokiem. Położył mu ręce na ramionach i powiedział: 'Dzięki za to, że jesteś moim najlepszym przyjacielem'. I takie tam pijackie gadki. Pamiętał jeszcze, że wezwał taksówkę i wsadził do niej Tae. Coś powiedział kierowcy i taksówka odjechała. Był wtedy szczęśliwy, że pomaga przyjacielowi. Ale dlaczego był taki szczęśliwy?  
            Oczy Smoka rozszerzyły się z przerażenia.

'OH MY GOD!!'

19.

'Mówi pan, że gdzie?'

            Dwie pary oczu patrzyły wyczekująco na kierowcę.

'No w Mieście Aniołów, w Los Angeles.'*****

            Tego Dae i Tabi na pewno się nie spodziewali.

'A pan gdzie jedzie?'

'Do Flagstaff.'

'Możemy na chwilę przeprosić?'

'Ok.'

           Dwójka odeszła na moment za samochód.

'To co robimy? Jedziemy z nim, czy wracamy?' - Tabi utkwił wzrok w Dae.

'Nie wiem jak ty, hyung, ale ja nie zamierzam już nigdy więcej chodzić pieszo.'

'Zapytajmy czy nas podwiezie.'

'Ok.'

            Podeszli ze stanowczymi minami do kierowcy.

'Czy mógłby nas pan podwieźć?'

'Nie ma sprawy, ale jest jeden problem.'

            Twarze Koreańczyków stężały.

'Jaki?'

'A taki, że musicie się zrzucić na paliwo.'

'Uf, to spoko. Zrzucimy się.' - Na ich twarzach wymalowała się ulga.'

           Wpakowali się czym prędzej do pick-upa – Tabi z boku kierowcy, Dae z tyłu.
           Amerykanin wjechał na jezdnię.

'Nie może pan szybciej jechać?'

'Mogę, jechałem tak wolno, bo chciałem pooglądać sobie okolicę.'

'Przecież to pustkowie' – zauważył Tabi.

'To słynna Route 66 – Droga Matka.'******

'Tak, wiemy.' - Obaj pokiwali głowami na co kierowca wzruszył ramionami. Pierwszy raz widział cudzoziemców, którzy nie zachwycaliby się sześćdziesiątką szóstką. Jednak można było im to wybaczyć. Wyglądali dość nędznie w swoich neonowych ubraniach. Ale nie takie rzeczy się już widywało.
Jechali w milczeniu jakieś pół godziny. Tabi obkręcał głowę raz w jedną, raz w drugą stronę spodziewając się tabliczki z nazwą miasta Flagstaff, ale nic się nie pojawiło. Krajobraz też się nie zmieniał. Było ciemno jak w dupie.

'Przepraszam, kiedy dotrzemy do tego Flagstaff?'

            Kierowca popatrzył na niego dość dziwnie.  

'Wie pan trochę nam się spieszy, musimy jak najszybciej wrócić w pewne miejsce.'

            Amerykanin potrząsnął głową z niedowierzaniem.

'Jeśli mają panowie na myśli Flagstaff w stanie Arizona, to będzie jakieś 750 km' – powiedział i uśmiechnął się.

            Tabiemu opadły ręce, a z tylnego siedzenia rozległ się grobowy głos:

'Nie wiem kogo mam zabić pierwszego – ciebie, czy siebie. Wybieram ciebie.'

           W samochodzie rozległ się wrzask duszonego Tabiego i krzyki kierowcy.
           Samochód odjechał w czarną masę.

20.

           Smok patrzył w przestrzeń.  

'Chyba wiem, gdzie jest Tae. Jestem złym liderem.'

           Sri popatrzył na niego złośliwie.

'Przez grzeczność nie zaprzeczę.'

'O co ci chodzi! Nie chciałem... ci tego zrobić!'

'Ale zrobiłeś! Pomyśl jak ja się muszę z tym czuć!'

'Ja czuję się tak samo jak ty!'

'Ale tobie kwiat odebrała pewnie kobieta, a nie facet!'

'Aż tak ci to przeszkadza!?' - wrzasnął Smok. Miał łzy w oczach. Maknae pierwszy raz widział go w takim stanie. Ogarnęło go poczucie winy, że w obecnej, trudnej sytuacji, gdy nie wiedzieli czy ich koledzy nadal żyją, a nad wszystkim wisiało widmo prezesa Yanga, dowalał Ji Yongowi, nie patrząc na jego uczucia.
           
          Smok wyprostował się i zacisnął usta.

'Ciesz się, przynajmniej nie zaciążysz i nie będę musiał płacić alimentów.'

          Sri chciał coś powiedzieć, ale w tej chwili znowu zadzwonił telefon. Tym razem był to telefon Tabiego.           Smok ciężko odetchnął.

'Dzięki ci Boże. Słucham?'

          Głos w słuchawce nie był głosem Tabiego. Był kobiecy.

'Halo, czy to Amira?' - zapytał ktoś po japońsku.

'Kto?' - Smok zmarszczył brwi i oddał słuchawkę Sri ze słowami:

'To Japonka.'

Sri wybałuszył oczy.

'Halo? Kim pani jest?'

'Nazywam się Aya, czy rozmawiam z Amirą?'

'A kim jest Amira?'

'To jej, a właściwie jego telefon. Jest taki wysoki i chudy. I ma chrapliwy głos. Jesteś jego znajomym?'

'Można tak powiedzieć' – wydukał Sri. - 'Czego pani chce od... Amiry?'

'Stało się nieszczęście. Wczoraj około trzeciej w pewnym klubie w dzielnicy Shibuya rozmawiałam z drag queen. Przedstawił się jako Amira. Miał blond perukę i był bardzo opalony, ale jaki przystojny. Stwierdziłam, że pewnie miał jakiś wieczór kawalerski czy coś, dlatego tak wygląda. Obok niego kręcił się taki z różową peruką, ale potem zniknął. Nie wyróżniali się tak bardzo z tłumu, bo tam wszyscy się tak ubierają.'

           Japonka chyba poczuła pełne konsternacji milczenie, bo pospieszyła z wyjaśnieniami.

'Ale żebyście sobie nie pomyśleli, że ja tam chodzę regularnie. Tylko raz i z ciekawości. Nic z tych rzeczy... Absolutnie...'

'Proszę nam wierzyć, my w tym momencie o niczym nie myślimy. Do rzeczy.'

'A więc, rozmawialiśmy co najmniej godzinę, w sumie o niczym, bo żadne z nas nie było trzeźwe. A on patrzył na mnie jakby mnie w ogóle nie widział. Powiedziałam mu, że razem z koleżanką wracam jutro do Ameryki z delegacji. Zapytał czy mamy przy sobie bilety. Odpowiedziałam, że tak. Samolot miał wylecieć o piątej. Zapytał, czy chcemy się z nimi zamienić na bilety do Moskwy, które podobno wygrali w jakiejś grze. I ja głupia zgodziłam się bez namysłu. Od razu zrobiliśmy wymianę, jako że miałam przy sobie dwa bilety – mój i koleżanki. Dał mi w zamian jeden bilet do Moskwy i swój numer telefonu. Powiedział, że zostawił drugi w torbie. Miał po niego pójść i wrócić do nas, ale tego nie zrobił. Zniknął jak kamfora. Dzwoniłam do niego kilka razy, ale nie odbierał. Wróciłyśmy z koleżanką z powrotem do hotelu zbyt pijane, żeby myśleć, dlatego dopiero teraz dzwonię. Nie obchodzą mnie tamte bilety do Ameryki, mówi się trudno, ale chciałabym odzyskać te do Moskwy. Zawsze chciałam tam pojechać.'

'Nie ma sprawy. Mamy przy sobie ten bilet. Jak pani poda adres wyślemy go do pani. I niech pani się na przyszłość nie zadaje z tak dziwnymi osobami.'
Japonka podała adres, podziękowała i rozłączyła się.
Sri westchnął i popatrzył na Smoka. Wyciągnął rękę i dotknął jego ramienia.

'Przepraszam cię za to, co ci powiedziałem. Nie chcę żebyś się za wszystko obwiniał. Wszyscy nawaliliśmy, i ja i ty i tamci. Nie ma co się licytować. A jeśli chodzi o tę noc, to możemy o niej zapomnieć. I tak niczego nie pamiętamy. Jeśli mimo wszystko coś się stało to się cholernie cieszę, że z tobą, a nie z Siwonem na przykład.'

           Smok przytulił maknae do serca.

'Mój mały Seungri dorasta.'

           Zegar wybił piątą po południu.  
           Smok drgnął.

'A właśnie. Muszę ci coś jeszcze wyjaśnić. Wiem, gdzie jest Tae.'

21.

           Sri i Smok stanęli pod drzwiami i zadarli głowy do góry.  

'Tu go wysłałeś? Do klubu hostów?'

'Niestety' – pokiwał głową Smok. - 'On mi tego nigdy nie wybaczy. Zwłaszcza, że zaczynał wtedy trzeźwieć.'

'No to chodź, popytamy.'

'Najpierw załóż czapkę.'

'Przez te akcje zignorowałem chyba największy kac w swoim życiu' – mruknął Smok.

22.

          Tae wszedł powoli do swojego hotelowego pokoju. W apartamencie nikogo nie było. Rzucił się na łóżko i zasnął snem sprawiedliwego.

23.

        Tabi myślał o zdarzeniach poprzedniej nocy, ale były one zbyt skomplikowane, więc oddał się kontemplacji krajobrazu za szybą. Było po piątej. Jechali już pięć godzin. Po drodze minęli stację benzynową i Tabi zadzwonił na swoją komórkę, ale było zajęte. Że też Dae musiał spuścić swoją w kibelku! W pośpiechu kupili paliwo i trochę jedzenia. Dobrze, że mieli gotówkę i dobrze, że zamienili ją na dolary. Powinni dojechać za jakieś dwie godziny. Dae spał. Dobrze mu, stwierdził Tabi, a głowa przechyliła mu się na bok.

24.

         Sri i Smok nie znaleźli Tae w klubie hostów. Słyszeli za to niepokojące wiadomości o jego pobycie. Podobno Tae całkiem dobrze się tam bawił. Wprawdzie ochrona początkowo chciała go wyrzucić, ale gdy zobaczono, że podoba się klientkom, postanowiono go zostawić. Jeden z hostów widział jak Tae wchodzi z dwiema kobietami na górę.  

'Po co go tu ściągałeś?'

'Chciałem, żeby poprzebywał trochę z kobietami. Byłem taki szczęśliwy jak to wymyśliłem. Nie miałem pojęcia, że wziął to na poważnie.'

'Poczekaj.' – Sri wyciągnął telefon i zaczął w nim grzebać.

'Jeśli u nas jest po piątej to w Los Angeles musi być po pierwszej w nocy. Ciekawe co też oni robią...'

25.

           Dae oślepiło słońce, które wpełzło przez szyby. Zamrugał i rozejrzał się. Amerykanin wystawił łokieć za okno i pogwizdywał radośnie, Tabi spał. Dae myślał o nim. W tej chwili był zbyt zmęczony i zrezygnowany żeby się na niego gniewać. Poza tym Tabi pomógł mu, gdy zdarzył się tamten okropny wypadek. Jego wrodzona głupkowatość wyciągnęła go z depresji. Lubił go, chociaż ciągłe noszenie go na barkach nie było zbyt wygodne.  
          Położył dłoń na jego głowie. Biedny, głupiutki Tabi w ogóle nie pasował do sylwetki, którą dostał. Duży dzieciaczek w zabójczo przystojnym ciele.  
           Kierowca klasnął w ręce.  

'Ha! Patrzcie Żółtki, jesteśmy wcześniej niż zwykle. Przespaliście prawie całą drogę, a było co oglądać' – zacmokał.

'W nagrodę za dobre sprawowanie mogę was podwieźć, gdzie chcecie.'

'Na lotnisko!'

26.

           Sri i Smok wałęsali się przy basenie. Zobaczyli czy o piątej rzeczywiście odbył się lot z Tokio do Los Angeles i nie wiedzieli co mają dalej robić. Na dodatek prezes Yang wysłał im wiadomość, że będzie jutro o 10 rano. Poza tym nie wiedzieli gdzie jest Tae.  
           Smok wstał.

'Zrobiliśmy chyba wszystko co się dało. Możemy tylko czekać.'

'Trzeba będzie powiedzieć wszystko prezesowi' – powiedział grobowym głosem Sri.

'Zapracowaliśmy sobie na ten nowy skandal, nie ma co. Chodź Seunguska, idziemy spać.'

27.

          Tabi i Dae podziękowali kierowcy, po czym pobiegli jak oparzeni na terminal.  
          Tabi dopadł do telefonu i wykręcił swój numer. Było przed 7.  

28.

        Na drugim końcu świata dwie kupki poruszyły się nieznacznie na dźwięk dzwonka. Ich oczy się spotkały i wyskoczyli równocześnie spod pościeli. Sri pierwszy dopadł komórki Tabiego.

'Tabi!? Tabi!?'

'O, Sri' – głęboki głos przeszył powietrze wokoło i Smok odetchnął.

'Gdzie jesteś? Jest z tobą Dae?'

'To długa historia. Zaraz wylatujemy do Tokio. Powinniśmy być za jakieś 10 h.'

          Smok wyrwał słuchawkę.

'Ja wam normalnie nogi z dupy powyrywam! Pogrzało was, żeby takie rzeczy robić?!'

'Och. Och. Sygnał się urywa. Nic nie słyszę...' Biiip.

         Smok pizdnął telefon przed siebie.

'Założę się, że specjalnie to zrobił. Głupi hyung.'

         Sri westchnął i rzucił się na łóżko.

'Powinni wrócić na 9. Może zdążymy uratować sytuację.'

         Smok podszedł do niego.  

'Głupi maknae. Przypomniałem sobie jedną istotną rzecz, która cię ucieszy, a drugą odkryłem, gdy poszedłeś spać. Wyobraź sobie, że Tae grzecznie śpi w swoim pokoju.'

'Serio?'

'Yhy, a tamtej nocy w pokoju sado - maso nic się nie wydarzyło.'

          Sri poczerwieniał.  

'Skąd taka pewność?'

'Faktem jest, że się porozbieraliśmy i przywiązałem cię do łóżka pasami dla żartów. Byłem pijany, nie bierz tego na poważnie. Nie pamiętasz tego, bo zasnąłeś, a ja przez to wszystko też o tym zapomniałem.'

'Jesteś diabłem.'

          Smok puścił w jego kierunku oczko.  

29.

         Była 9, gdy Sri i Smok dotarli na lotnisko i od razu zobaczyli dwie wychodzące na terminal nędzne postacie, w tym jedną z oczojebnym pomarańczem na twarzy. Nie było czasu na zbędne gadanie. Kiedy Dae i Tabi zostali zapakowani do taksówki, Sri ze Smokiem mogli głęboko odetchnąć.

31.

          Czwórka skazańców stała przy basenie, gdy prezes Yang pojawił się cały w uśmiechach.  

'Gdzie Young Bae?'

'Jeszcze śpi.'

          Smok pomyślał co by było gdyby prezes zastał w tym samym miejscu tylko dwie osoby.

'I co chłopcy, dobrze się bawicie?'

'Bardzo dobrze' – odpowiedział Tabi, a reszta popatrzyła na niego krzywo.

          Dyrektor poprawił czapkę na głowie i zwrócił się do Tabiego z wystudiowanym, przyjaznym wyrazem twarzy.

'Bardzo zabawne, naprawdę mnie rozbawiłeś, ale zmyj to do jutra. Masz sesję dla „W”.' - Szef poklepał Tabiego po ramieniu. - 'Bardzo zabawne.'

32.

         Po odejściu prezesa, fantastyczna czwórka usiadła i zaczęła kontemplować wodę. Za nimi trzasnęły drzwi i ktoś zaczął biec. Chwilę potem Smok już taplał się w basenie.

'Zamorduję cię!' - Tae stał nad liderem z autentycznym gniewem w oczach.

'Przepraszam Tae. Czuję jakbym przeżywał deja vu.'

'Straciłem przez ciebie niewinność!'

'Gome, Tae, gome.'******* - Smok kłaniał się w wodzie.

'Ale wiesz co, w sumie to jestem szczęśliwy.'

         Tae z uśmiechem na pół twarzy rozłożył się jak pan na leżaku. 

'A wy co robiliście przez ten czas?'

'Nie pytaj' – mruknął Tabi.

'A właśnie...' – Dae zmrużył oczy. - 'Tak się zastanawiałem nad naszą utratą pamięci i w torbie znalazłem parę dziwnych pigułek. Jestem w stanie przypomnieć sobie, kiedy przebrałem się drag queen, ale dalej jest czarna dziura. Pamiętam też rozmowę z Siwonem w tamtym klubie. Mam nieprzyjemne wrażenie, że to on podsunął nam te tabletki.'

           Tabi pokiwał głową.
           Smokowi zabłysły oczy.

'Jeśli mam być szczery, to w tamtym klubie rok temu w maju, widziałem go, a nawet z nim rozmawiałem. Pamiętam, że zdziwiłem się na jego widok, bo SuJu nie miało wówczas promocji w Japonii. Powiedział mi, że jest na wakacjach. A to ciekawe...'

'Zostawcie to mi.' – Zły uśmiech wypełzł na twarz Smoka.

33.

         W następnych tygodniach we wszystkich koreańskich mediach, na allkpopie, a nawet na tokiohive dyskutowano nad newsem, który przesłał anonim wraz z plikiem zdjęć. Nagłówki krzyczały: „Siwon z Super Junior widziany w gejowskim klubie w Japonii”, „Koniec Siwona?”, „Siwon przestaje być Shizusem”, „Siwon nie taki święty”, „Siwon - lepiej, żeby brał narkotyki?”, „Siwon gejem?”, „Partnerem Siwona jest Heechul?”, „Super Junior chodzi do gejowskich klubów?”, „Geny Siwona zaprzepaszczone?”, „O nieee!”.              Fanki płakały, konkurencja się cieszyła, a media zarobiły kolejne miliony.  

34.

          Piątka stała w kole nad brzegiem basenu. Smok zarządził:

'To, co było w Japonii, zostaje w Japonii.'

          Tabi ziewnął.

'I zabraniam wam się nudzić!'


Epilog

BB po wakacjach w Japonii, rozjechali się każde w swoją stronę.
Tabi pojechał do ukochanej mamy i został abstynentem.
Tae spiknął się z jedną z dziewczyn z pamiętnej nocy i jego piosenki stały się bardziej autentyczne.
Dae kupił nową komórkę i do tej pory karze się wozić nawet do pobliskiego sklepu.
Sri ucieszył się, że jest dziewicem, ale zaraz potem posmutniał, aktualnie pociesza się prowadzeniem „Strong Heart”.
Smok wrócił do pracy.

Skandal chwilowo zakończył karierę Siwona. W ramach „czasu na refleksję” S. założył wór pokutny i poszedł pieszo do Watykanu.



Amen

* papa YG - dyrektor YG Entertainment
** nad rzeką Han leży Seul
*** 'Arienajcuno!' - to spolszczenie japońskiego 'Arienai tsuno!', co oznacza 'niedowiary'
**** Wtedy myślałam, że Sri jest niewinny : /
***** Tokio – Los Angeles to różnica 7 godzin (np. gdy w Tokio jest 6.00, w Los Angeles jest 13.00)
****** Route 66 - słynna autostrada w USA mająca prawie 4000 km. Łączy Chicago i Los Angeles właśnie XD
******* gome – po japońsku: przepraszam