piątek, 9 sierpnia 2013

[Bang!_fik] Siedem Dań 03


TYTUŁ: Siedem Dań
AUTOR: [Bang!]
PAIRING: Junba (Aiba Masaki x Matsumoto Jun)
GATUNEK: yaoi, dramat
KATEGORIA: 17+


Dzień 3


Jun myślał. Bardzo intensywnie. Z całej siły próbował sobie przypomnieć skąd Masaki mógłby go znać. Ze szkoły, z pracy, z ulicy? Nic z tego. Wciąż nie pamiętał. 
Właściwie sam nie wiedział, dlaczego tak bardzo przejął się  słowami jakiegoś zupełnie obcego faceta. A jednak coś w nim poruszyły.
Matsumoto usiadł na brzegu wanny i wyciągnął przed siebie obie dłonie. Wyglądały tak samo jak wczoraj, a jednak coś się w nich zmieniło. Uścisnął jedną z nich i zamknął oczy. Przed oczami niemal natychmiast pojawił mu się Masaki. Przerażony otworzył szybko oczy, zerwał się i podszedł do lustra. Spojrzał na siebie z nadzieją, ale w odbiciu zobaczył zupełnie obcą sobie osobę. Kolejny raz. Odwrócił się od lustra, zagubiony, może nawet odrobinę przestraszony. 
Od wczoraj „coś” nie dawało mu spokoju. Myślał o tym przez cały wieczór i ranek, ale wciąż nie potrafił tego nazwać. 
Nagle rozległo się łomotanie do drzwi.
- Jun, co tam robisz? Wyłaź, spieszę się. - Do ledwo otwartej łazienki, jak torpeda wpadła elegancko ubrana kobieta. - A ty nie miałeś dzisiaj jechać na kurs? - spytała pomiędzy jednym a drugim pociągnięciem maskary.
- Wiesz, że odliczam dni, kiedy to kurestwo się skończy… - mruknął Jun. 
- Jun-chan, ile razy mam ci powtarzać. To nie jest zwykły kurs, to sztuka. Masaki jest geniuszem!
- Nie zauważyłem… - odburknął Jun i zaczął machinalnie poprawiać włosy.  
Kobieta przestała się na chwilę malować. 
- Dlaczego tu siedzisz? Czy coś się stało? - spytała niby zaczepnie, ale w tonie jej głosu dało się wyczuć troskę.
- Nic się nie stało i przestań mnie ciągle o to pytać! - odpowiedział odrobinę za głośno.
- To już się pomartwić nie można? - westchnęła kobieta i poklepała go po dłoni, na co Jun się wzdrygnął. - Do zobaczenia wieczorem - rzuciła i wyszła z łazienki.
Jun patrzył jeszcze przez chwilę na drzwi, za którymi zniknęła Kiko. Zwinął obie dłonie w pięści.
Wiedział już, czym jest to ‚coś’, co dręczyło go od ostatniego spotkania z Masakim. 
Dlaczego ze wszystkich emocji, których mógłby doświadczyć w takiej sytuacji, odczuwał tylko jedną jedyną -  pożądanie? 
I to do drugiego faceta…

- Dziś będziemy robić okonomiyaki, ale… - Tu Masaki uniósł wskazujący palec do góry. - Ale całkiem inaczej niż dotychczas. Przechodzimy powoli do istoty tego kursu, jaką jest gotowanie z miłością.
Na twarzy Juna zastygł wyraz zdziwienia. Jeszcze tego brakowało. 
Masaki wyszedł zza swojego stolika. 
- Wyobraźcie sobie, że robicie je dla ukochanej osoby. Przypomnijcie sobie szczególnie szczęśliwe chwile, które z nią przeżyliście i zacznijcie tworzyć. Powodzenia. 
Matsumoto zaczął niemrawo obrabiać krewetki. Spojrzał przelotnie na Ohno Satoshi - jego sąsiada, który pilnie coś notował w małym zeszycie. 
W takim tempie jego placki mogły nigdy nie ujrzeć światła dziennego.
Jun obserwował Masakiego, ale tamten nie zwracał na niego najmniejszej uwagi. 
- Co takiego chciał mu opowiedzieć - zastanawiał się Matsumoto, a jego okonomiyaki wcale nie wyglądały lepiej od tych u Satoshiego.
Niby wszystko odbywało się tak jak poprzedniego dnia, a jednak coś się zmieniło.
Jun w zamyśleniu skończył smażyć swój ostatni placek. Zdecydował się nie pytać tamtego o wczorajsze słowa. Od początku podejrzewał, że ma coś nie tak z głową. W dodatku ten „Junnosuke”
   - Matsumoto chwycił w pośpiechu swoją torbę. - Takimi wariatami jak Masaki nie należy się przejmować.
- Poczekaj chwilę, Junnosuke! - Na ramieniu Juna pojawiła się smukła dłoń, a potem nieco przygasła, ale wciąż lekko uśmiechnięta, twarz Masakiego. - Cieszę się, że przyszedłeś. 
- Nie jestem Junnosuke, nie dla ciebie - odburknął Jun. Jego frustracja i wątpliwości, które czuł od wczoraj, znalazły w końcu ujście.
Masaki odszedł powoli w stronę stolika i skinął ręką.
- Podejdź tutaj. - Mówiąc to, obserwował bacznie Satoshiego, który powoli szykował się do wyjścia. W końcu, gdy zamknęły się za nim drzwi, w sali nastała cisza. Masaki ziewnął szeroko.
- Przepraszam, nie spałem wczoraj zbyt dobrze. Nie pozwoliłeś mi na to. 
- Eh? 
Masaki pociągnął go lekko za pasek u spodni.
- Nie mogłem przez ciebie spać. Chyba należy mi się rekompensata. - Masaki zrobił ruch, jakby chciał pocałować swojego ucznia, tamten jednak szybko odskoczył i wyciągnął przed siebie rękę.
- Nie zbliżaj się do mnie. Wiem dobrze, do czego zmierzasz. Odpuść sobie, nie jestem taki jak ty.
- A właśnie, że jesteś tylko sobie tego nie uświadamiasz. Tak, Junnosuke, właśnie tak jest.
- Nie nazywaj mnie tak. W ogóle się nie znamy. 
- Mylisz się, Junnosuke, mówiłem ci o tym wczoraj, ale ty w ogóle nie słuchasz. Nawet siebie. 
Jun przystanął i zmarszczył brwi.
- Twierdzisz, że mnie znasz. Udowodnij to.
Masaki uśmiechnął się lekko.
- Prosisz o opowieść. Bardzo chętnie ci ją przedstawię,… ale nie dzisiaj. Zanim ją poznasz, musisz sobie jeszcze wiele przypomnieć. 
Masaki podszedł do stołu Juna i dziubnął pałeczką jego okonomiyaki.
- Nie chcę dziś próbować twojego dania. Widać, że zostało zrobione bez pasji. - Stanął naprzeciwko Matsumoto. - Kiedyś przyrządzałeś je lepiej.
- Kim jesteś? - spytał cicho Jun.
Zanim zdołał cokolwiek zrobić, Masaki pocałował go szybko w usta.
- Właśnie tym.

Następny rozdział… 
niedziela, 18 sierpnia (albo wcześniej XD) - Ja nie rzucam słów na burzę XD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz