niedziela, 28 lipca 2013

[Bang!_fik] Siedem Dań 01

Fik z okazji urodzin Ary~ ^~^ 


Życzę Ci:

* przypadkowego spotkania z Ohmiyą i Junem
* pieniędzy
* wyjazdu do Japonii i zdobycia wejściówki na koncert z Araszami
* pieniędzy
* szybkiego internetu
* pieniędzy
* weny do pisania fików
* pieniędzy
* wersji limitowanych, które czekają aż je kupisz
* pieniędzy
* żeby Yesasia wreszcie przysłała mi Twój prezent
* pieniędzy 
* żebyśmy się spotkały jutro na żywo (w poniedziałek)
* pieniędzy
* zainstaluj sobie to (zarąbisty edytor tekstu; na razie na Windowsa jest wersja trial, ale ma się to zmienić)
* pieniędzy
* jedziemy 3.08 do tej Wa-wy??
* pieniędzy
* szczęścia, zdrowia, pomyślności, kości, ości, zaradności…
[dodam coś, jak mi się przypomni]

Bang!

TYTUŁ: Siedem Dań
AUTOR: [Bang!]
PAIRING: Junba (Aiba Masaki x Matsumoto Jun)
GATUNEK: yaoi, dramat
KATEGORIA: 17+
Dzień 1


   - Niech to szlak! - Jun Matsumoto klął jak szewc, siedząc w swoim samochodzie marki Toyota, który nazwał pieszczotliwie „Nino” - od imienia jednego z piosenkarzy,  do którego śliniła się prawie całe swoje życie jego narzeczona. Oczywiście to ona była twórcą tej nazwy. Dla Juna samochód oznaczał ni mniej, ni więcej tylko całkiem zgrabną kupę żelastwa na kółkach. 
   - Niech to jasna cholera! - Matsumoto był delikatnie mówiąc BARDZO wkurwiony. 
Od samego rana miał urwanie głowy w firmie. Właśnie ruszyła świeżutka kampania reklamowa nowej kolekcji odzieży dla mężczyzn, który mają już wszystko. Na nieszczęście dla konkurencji - była absolutnym sukcesem. Tak dużym, że wszyscy dobijali się dosłownie do ich drzwi i wręcz błagali o najkrótszy komentarz. Zwycięstwo też czasami może dać człowiekowi w kość.
W dodatku stał teraz w kilometrowym korku i był już NAPRAWDĘ spóźniony. Obiecał przecież, że dotrze na ten bardzo ważny kurs, który „zrobi z niego dobrego męża”. Jasne. Ale Kiko się nie odmawia.
Sznur samochodów zaczął w końcu leniwie płynąć do przodu. Myśli Matsumoto też popłynęły, tyle że w stronę rzeczywistości. 
Zamierzał dojechać tam, odbębnić ten dzień i sześć następnych i uciszyć Kiko na jakiś czas, póki ta nie wymyśli znowu czegoś „niesamowicie rozwojowego”. 
- W końcu - mruknął, gdy łańcuch aut przyspieszył na tyle, by krew przestała gotować się z irytacji. 
Wjechał w jakąś wąską uliczkę i zwolnił. To napewno musiało być gdzieś tutaj. Nagle zatrzymał się. Jeden z wielu budynków, które oblepiały uliczkę, dokładnie odpowiadał opisowi, który podała mu wczoraj Kiko. Stało nawet pod nim kilka samochodów. Wszystkie były w neutralnych kolorach, jak jego własny.
Jun jakimś cudem wcisnął się na jedyne, wolne miejsce i zaczął się poprawiać. W ruch poszło niewielkie, samochodowe lusterko.
- Starzeję się - stwierdził w myślach, oglądając swoją twarz z każdej strony. - Niedługo trzeba będzie zacząć się konserwować. 

Wnętrze budynku było tak zwyczajne, że aż bolało. Gdy wszedł do pokoju wyglądającego jak szpitalna poczekalnia, powitało go jakieś dziesięć par znużonych oczu. Wszystkie należały do mężczyzn, którzy tak, jak jego klienci, mieli już wszystko.
Matsumoto rozejrzał się wokoło. Zastanawiało go, czy tamci przyszli tu z ciekawości, czy może, tak jak on, zostali do tego zmuszeni, przez swoje piękne i zaborcze dziewczyny. 
- Cześć… Ekhm… CZEŚĆ. - Zgromadzeni przestali się rozglądać i wpatrzyli w niezwykłe zjawisko, które wyraźnie odcinało się od szarości ścian.
- Cześć, jestem Masaki i będę waszym nauczycielem. Za mną, chłopcy! - wykrzyknęła przedziwnie ubrana istota i zniknęła za drzwiami. Zgromadzeni zamrugali szybko oczami, jakby chcieli pozbyć się nieprzyjemnego obrazu i z podkówkami na ustach pomaszerowali za mężczyzną.
Jun uniósł jedną brew, ale postanowił zignorować złe przeczucie. 
Znaleźli się w dość dużej sali, zastawionej kilkoma, małymi stolikami i jednym większym.
- Ok, może przedstawię się jeszcze raz. Wcześniej coś źle to wyszło. Nazywam się Masaki i witam was na „Kursie gotowania dla mężczyzn”. Przez cały tydzień będę was uczył, jak przyrządzać proste, ale smaczne dania. Na koniec otrzymacie certyfikat, świadczący o nabytych umiejętnościach. Wasze żony będą zachwycone, gwarantuję to wam. - Jun uniósł drugą brew. 
Masaki w rozemocjonowaniu machał rękami we wszystkie strony. Ale nie to rzucało się najbardziej w oczy. Wzrok wariował na jego krwiście czerwonych spodniach w kratkę i intensywnie niebieskiej bluzie w wielkie, białe grochy. Poczucie estetyzmu Juna kazało mu unikać patrzenia na tą dziwną kreaturę bez gustu.
- Dobra, zajmujemy stanowiska i zakładamy fartuchy - zarządził Masaki i pędem włożył swój. - Dziś gotujemy ramen. - Zanim ktokolwiek zdążył zrobić krok do przodu, porozdawał wszystkim miski, łyżki i produkty. Jun dopiero teraz zauważył, że każdy stolik miał wbudowaną, małą kuchenkę gazową. 
- Co ja tu robię? - zapytał po raz setny sam siebie. 
Dlaczego w ogóle się tu znalazł? - przecież potrafił gotować. Robił to lepiej niż Kiko. W sumie każdy jest lepszy od kogoś, kto przypala wodę. Ale tu przecież nie chodzi o gotowanie, tylko o relacje międzyludzkie, oderwanie się od pracy, o samorozwój i inne bzdety. Kiko kocha takie rzeczy, szkoda tylko, że to on musi je realizować. 
I jeszcze musiał patrzeć na gromadę ziewających gości z gładko wygoloną twarzą i jakiegoś dziwaka z pseudo-artystyczną duszą, który będzie go uczył jak robić ramen. Koniec świata.
- Ci, którzy już zdążyli zawiązać kokardkę, mogą zacząć kroić warzywa w CIENKIE paski - oznajmił Masaki. - Pamiętajcie, musicie to robić z miłością. W gotowaniu trzeba się zakochać.
   - Co ty bredzisz? - mruknął Matsumoto i zawiązał fartuch w pasie. Zaczął kroić warzywa i podsmażać mięso. 
Masaki tymczasem przechadzał się od stolika do stolika i przyglądał pracy innych. Dotarł w końcu do stolika Juna i przystanął. Dwa garnki, jeden z mięsem i warzywami, drugi z bazą i makaronem, rozsiewały przyjemny zapach, podczas gdy Matsumoto siedział znudzony na blacie i od czasu do czasu mieszał łyżką w obu garnkach. Zauważył cień i podniósł wzrok. Masaki patrzył na niego, ale w jakiś dziwny sposób. Jakby chciał zajrzeć do środka jego duszy.
- Czy my się skądś nie znamy? - zapytał w końcu. Matsumoto automatycznie pokręcił głową. Nigdy nie widział tego człowieka, a nawet jeśli - widać, nie był na tyle ciekawy, żeby go zapamiętać. Chociaż z drugiej strony, jeśli był ubrany tak jak dzisiaj, to powinien coś kojarzyć…
- Nie wydaje mi się. - Masaki szybko odwrócił wzrok i spojrzał na prawie gotowy ramen. - Pospieszyłeś się TROCHĘ. Spróbujmy. - Mężczyzna zanurzył łyżkę w rosole, a potem złapał wstążkę makaronu.
- Dobre. Naprawdę. Co tu robisz, skoro potrafisz ugotować taki dobry ramen? - zapytał z uśmiechem.
- Chcę dostać certyfikat, który to potwierdzi.
Masaki pokręcił z rozbawieniem głową, szepnął coś i odszedł.
Jun przez chwilę zastanawiał się, czy dobrze usłyszał. 
Dlaczego ten nieznajomy, dziwny facet powiedział właśnie: „Cały ty”?

Ramen został zrobiony lepiej i gorzej. Masaki dwoił się i troił, żeby każdy był choć odrobinę zjadliwy. Nie zawsze z sukcesem.
- Jutro będziemy uczyć się jak robić omuraisu - omlet z ryżem. Wiem, że po dzisiejszym dniu wielu z was uważa, że straciło swój cenny czas, ale zapewniam, że się mylicie. Przyjdźcie jutro, ale proszę… - Masaki zrobił zakłopotaną minę. - Proszę… już bez garniturów. Mężczyźni zaczęli przyglądać się sobie i innym. Chyba dopiero teraz zauważyli, jak zabawnie wyglądało połączenie fartucha z uniformem pracownika korporacji.
Matsumoto tylko kręcił głową. Nie, to nie ma sensu. Ramen i omlet - dobre sobie. Gdy dojedzie do domu, powie Kiko, co o tym wszystkim myśli. 
Nagle ktoś uścisnął mu rękę, trochę za mocno, trochę za przyjacielsko, trochę za czule…
- Do zobaczenia jutro. - Masaki uśmiechnął się i szybko odszedł.
- Obyś się nie zdziwił - mruknął Jun. 

Następny rozdział… 
niedziela, 4 sierpnia

1 komentarz:

  1. [Ara~] Ojej, dziękuję ^w^ W życzeniach wyszłam na materialistkę, ale to nic, dobrze, że ktoś to jeszcze we mnie potrafi dostrzec XD
    Dlaczego jest w częściach?! Ja nie chce czekać tak długo! (gdybym była złośliwym 0 napisałabym, że i tak czekałam na niego już tydzień, ale na szczęście nie jestem i to przemilczę).
    Ten fik jest taki niespodziewany w sensie fabuły, że nie wiem co myśleć. Potrzebuję troszkę czasu...
    ale podoba mi się to 17+ w kategorii wiekowej XD
    Dziękuję raz jeszcze. Od jutra, na spokojnie, biorę się za pisanie swoich rzeczy i czekam na ciąg dalszy Ohmiyi i Junby.
    Aish~ uczysz mnie cierpliwości bardziej niż przesyłki z płytami XD

    OdpowiedzUsuń