sobota, 25 maja 2013

Watashi no Koi 19


[Ara~] Przepraszam Kunoichi, ale przez przypadek (naprawdę!!) usunęłam Twój ostatni komentarz. Nie wiem dlaczego tak się tak stało, chyba coś źle wcisnęła i nie da się do już odzyskać. Przeprasza, nie chciałam tego uczynić <smuteczek>  chyba będę musiała kiedyś napisać Ci to akcenie. 



TYTUŁ: Watashi no Koi [Moja miłość]
AUTOR: [Ara~]
PAIRING: Ohmiya (Ohno Satoshi x Ninomiya Kazunari)[Arashi]
GATUNEK: YAOI, Romans, Dramat, Komedia
KATEGORIA: 15+


Chwila obecna, dzień wystawy
        Telefon Sho zapikał informując o przyjściu nowej wiadomości. Mężczyzna błyskawicznie ją otworzył.
Od: Ohno-san
Temat: [brak]
Zrobiłem już wszystko co musiałem jeśli chodzi o wystawę, wiem, że dalej poradzisz sobie doskonale sam, ja musiałem wziąć sobie wolne. Zapach morza jest kojący. Wybierzmy się wkrótce razem na ryby!
-END-

        Pod tekstem pojawiło się zdjęcie jakiejś ryby w pudełku z lodem - podpisana była: „tuńczyk – 10,85 kg - mój nowy rekord ^w^”.
        Żyłka na czole Sho zapulsowała. Próbował dodzwonić się do Satoshiego, ale automatyczny głos oznajmił mu tylko „Abonent jest poza zasięgiem sieci, proszę zadzwonić później”.
        'Sakurai-san, nie możemy dłużej zwlekać.' – Takahashi pojawił się tuż obok Sho.
        'Wiem, ale...'
        'Powiemy mediom, że Ohno-kun się rozchorował lub ma jakąś uroczystość rodzinną. Nie martw się, jego prace same się obronią.'
+++
        Ninomiya poprawił zsuwającą mu się na czoło czapkę. Kobieta, która właśnie sprawdzała jego zaproszenie znowu spojrzała się na niego krzywo.
        'W porządku, może pan wejść' – powiedziała uśmiechając się sztucznie. Kazunari skinął tylko głową i wszedł do środka okazałego budynku.
        Galeria sztuki Takahashiego Yuji była synonimem przepychu. Czerwony dywan, muzyka na żywo, zagraniczny szampan i kawior, ludzie z pierwszych stron gazet i biegający za nimi dziennikarze – wszystko świeciło się i błyszczało, było najdroższe i w ocenie wielu najlepsze.
        Nino przełknął głośno ślinę czując na sobie zgorszone spojrzenia ludzi. Jego buty stały się nagle dziesięć razy brzydsze niż były jeszcze tego samego poranka, a była to przecież najlepsza (i jedyna) para butów jakie miał. Nawet ludzie z obsługi patrzyli na niego z wyższością.
        Chłopak znalazł porzuconą ulotkę z opisem wystawy i mapką galerii. Zaczął ją analizować w celu znalezienia miejsc w których najprawdopodobniej mógł spotkać Ohno. Nie chciał już nigdy więcej widzieć na oczy tego człowieka, ale nie było nawet mowy o tym, by zatrzymał otrzymane poprzedniego dnia pieniądze - tak nisko Nino jeszcze nie upadł. Może był biednym, głupim i naiwnym człowieczkiem budzącym jedynie zgorszenie wśród „elit”, ale miał swoją dumę i jej się tak łatwo nie wyrzeknie! Jeśli malarz nie będzie chciał tych pieniędzy Kazunari rzuci mu je w twarz i odejdzie.
        Ninomiya z zawziętą miną ruszył w stronę bufetu – było bardzo duże prawdopodobieństwo, że właśnie tam jest teraz Satoshi. Kiedy dotarł na miejsce tłum ludzi jakby ucichł, by po chwili zrobić jeszcze większy szum. Chłopak w dużo przydużej na niego ciemnej bluzie z dużą głową misia po środku musiał być dla tej śmietanki towarzyskiej prawdziwym „objawieniem”. Kazunari ignorując natarczywe spojrzenia i wymieniane, wcale nie tak cicho, komentarze na swój temat próbował odnaleźć w tłumie Ohno.
        'Przepraszam, czy mogę panu jakoś pomóc.' – Do chłopaka niespodziewanie podszedł wysoki, starszy mężczyzna ubrany w żółty garnitur. – 'Jestem Takahashi Yuji i to ja jestem organizatorem tej wystawy' – dodał wyciągając rękę w stronę Kazunariego. Chłopak troszkę się speszył, ale szybko się przedstawił i uściskał dłoń nieznajomego.
         'Szukam Ohno-san, czy wie pan gdzie mogę go znaleźć?' – spytał Ninomiya. Starszy mężczyzna podrapał się w zamyśleniu po brodzie. Jego brązowe oczy cały czas uważnie przyglądały się chłopakowi. Nagle pojawił się w nich jakiś dziwaczny błysk.
        'Ninomiya-kun, myślę, że znajdzie go pan w części, w której wystawiane są jego obrazy. To naprawdę niezwykłe dzieła, koniecznie trzeba je zobaczyć' – powiedział uśmiechając się serdecznie.
        'Nie wątpię' – bąknął Kazunari nawet nie próbując odwzajemnić uśmiechu. Takahashi zarzucił mu rękę na ramię i zaczął prowadzić we właściwym kierunku.
        'Uczyłem Satoshiego na studiach i muszę przyznać, że to pierwszy raz, kiedy jego prace wywarły na mnie tak duże wrażenie. Jest w nich specyficzna dojrzałość i masa uczuć. Satoshi nie malował tak nigdy wcześniej. Jestem bardzo ciekawy jakie będą twoje wrażenia Ninomiya-kun.'
        Zatrzymali się przed płótnem z biało-czerwonym karpiem. Kazunari doskonale pamiętał ten obraz. Widział go, kiedy nie był jeszcze ukończony. Już wtedy był pod wrażeniem umiejętności Satoshiego, teraz stał oczarowany. Wszystko wyglądało jak jakaś fotografia. Kolory były żywe, a szczegóły niezwykle dokładne. Woda, w której była ryba wyglądała jak prawdziwa. Na tabliczce pod obrazem wypisane były data, autor i tytuł – „Ja”.
        'Reszta obrazów Satoshiego-kuna wisi w tym korytarzu i sali do której prowadzi.' – Takahashi wskazał w prawo. – 'Myślę, że powinieneś go tam znaleźć' – powiedział przyjaźnie uśmiechając się do chłopaka.
        'Dziękuję.' – Kazunari ukłonił się lekko. Szybko ruszył we wskazanym kierunku.
        Takahashi jeszcze przez chwilę obserwował Nino. Ukradkiem zrobił mu nawet zdjęcie, które od razu wysłał do Ohno.
„Naprawdę interesujący chłopak, mamy chyba podobne wyczucie stylu XD
Narobił nam troszkę zamieszania, ale przynajmniej jest wesoło, ciekawe tylko jak długo?Powodzenia.”
+++
        Wzdłuż korytarza porozwieszane były obrazki na kwadratowych kartkach. Kazunari zmarszczył lekko brwi. Nie sądził, że powstało ich tak wiele. Zwolnił i zaczął im się przyglądać jednocześnie układając w głowie przebieg spotkania z Ohno.
        Pierwszy rysunek był znany Nino – kartka przedzielona na cztery części pokazywała przebieg przemiany rybki. Na następnym rysunku rybka była już małym chłopcem ubranym w koszulkę i spodenki za kolana. Zamiast paska w szlufki wsadzony by długi czerwono-pomarańczowo-biały szal, który ciągną się po ziemi. Chłopiec miał brązowe włosy i delikatnie „opaloną” skórę. Był uroczy.
        Na obrazku numer trzy chłopiec-rybka z ciekawością rozglądał się dookoła, w prawym rogu narysowane były nutki. Na dwóch kolejnych obrazkach nutek było coraz więcej – chłopiec-rybka szedł w ich stronę. Na szóstym obrazku doszedł na grubej linii narysowanej na ziemi, po jej drugiej stronie leżał patyk, to również gdzieś z tej strony pojawiały się wszystkie nutki. Siódmy obrazek był podzielony na cztery ponumerowane części. W ostatniej (prawy dolny róg) siedział drugi chłopiec. Był chudziutki i blady. Miał dłuższe czarne włosy, które troszkę zachodziły mu na twarz. Ubrany był, tak jak chłopiec-rybka, w koszulkę i spodenki. Stał w rogu kartki z gitarą w ręku, to właśnie ona była źródłem unoszących się nutek. Ósmy obrazek znowu pokazywał pierwszego chłopca, który bezskutecznie próbował przedostać się na druga stronę grubej linii. Nutki zniknęły. Kolejny obrazek to już czarnowłosy chłopiec, który niepokojony tym, że ktoś chce przekroczyć narysowaną przez niego linię, idzie sprawdzić, co się dzieje. Obrazek numer dziesięć to chłopcy narysowani po raz pierwszy na tej samej kartce. Obaj nieco zaskoczeni i zawstydzeni swoim widokiem stoją przy przeciwległych brzegach. Dokładnie na środku znajduje się oddzielająca ich linia. Na następnym rysunku obaj stoją przy linii, która jest jakby grubsza niż wcześniej. Kolejne obrazki to już różnego rodzaju interakcje między chłopcami. Na jednym grają w kulki, na innym w karty czy w łapanie piłki od baseballa, a jeszcze innym rozmawiają przez zrobiony z kubeczków i liny „telefon”. Cały czas oddzielała ich gruba linia, która stopniowa zaczęła się zwężać.
        Z każdym kolejnym obrazkiem przez serce Kazunariego przechodził bolesny skurcz. Nino zatrzymał się na dłużej przy jednym z ostatnich rysunków. Narysowany na nim ciemnowłosy chłopiec siedział przy dzielącej obrazek na dwie części kresce i płakał. Na następnym rysunku po drugiej stronie linii, najbliżej jak to było tylko możliwe siedział chłopiec-ryba i starał się pocieszyć płaczącego kolegę. Ich opuszki palców stykały się na oddzielającej ich kresce.
+++
        Gdzieś na jakiejś kołysanej spokojnym morzem łódce Ohno odzyskał zasięg w telefonie. Oprócz tysiąca nieodebranych połączeń od Sho otrzymał jedną wiadomość od swojego byłego nauczyciela. Satoshi uśmiechnął się smutno na widok przysłanego zdjęcia. Kiedy tylko dokładnie wczytał się w treść przysłanej wiadomości uśmiech znikł z jego twarzy.
        'Panie Dziadku, wracajmy już' – powiedział do siedzącego za sterami łódki starszego mężczyzny.
+++
        Ninomiya dotarł w końcu do dwóch ostatnich kwadratowych rysunków. Przedostatni przedstawiał stojących tyłem trzymających się za ręce chłopców. Był to jedyny obrazek, na którym nie było dzielącej ich linii. Ostatni, zawieszony tuż przy końcu korytarza znacznie różnił się od pozostałych. Na środku znów pojawiła się gruba kreska dzieląca wszystko na dwie części. Tym razem jednak stała na niej szklana kula wypełniona wodą, z której wystawała drewniana tabliczka. Znajdujący się na niej napis był mocno rozmazany i nie dało się go odczytać. Po prawej stronie obrazka narysowano porozrzucane karty i odciętą od kubkowego telefonu jedną „słuchawkę”.
        Nino westchnął smutno odkręcając wzrok, który od razu natrafił na coś co sprawiło, że jego serce na pewno na chwilkę przestało bić.
        Na końcu korytarz znajdowało się średnich rozmiarów pomieszczenie. Kręciło się w nim troszkę osób, które ze szczerym (albo i nie) zainteresowaniem oglądały i komentowały wystawione tu prace. Bo oprócz, najlepiej oświetlonego i będącego niewątpliwie najważniejszą częścią wszystkiego, obrazu na całej długości i szerokości ściany wisiały kartki zapełnione szkicami.
        Kazunari oparł się o jedną z oszklonych kolumn. Na wszystkich rysunkach widział siebie. Na ścianie wisiały szkice, do których Nino pozował, ale również takie, o których powstaniu nie wiedział. Wszystko co pokazał przed malarzem uwiecznione było na dziesiątkach kartek. Jeden z obrazków pokazywał jego roześmianą twarz, inny zwiniętą we śnie sylwetkę, a jeszcze inny tylko jego małe dłonie ściskające DS’a.
        Kazunari odetchnął głęboko i na lekko chwiejnych nogach podszedł bliżej. Jego wzrok utkwiony był w wiszącym pośrodku obrazie – obrazie, który jeszcze niecałe dwa tygodnie temu w ogóle nie istniał.
        On - Ninomiya „ubrany” szafirowy materiał obszyty na brzegach czarną koronką trzymał w swoich małych dłoniach krwistoczerwony kwiat maku. Jeden z płatków ocierał się o jego dolną wargę. Oczy, o których Ohno powiedział mu kiedyś, że są w nim najciekawsze, były zamknięte.
        „Watashi no koi” – jakaś elegancka młoda kobieta przeczytała tabliczkę z tytułem obrazu i całej wystawy.
        Kazunari, przy akompaniamencie niezadowolonych jęków, przepchał się do przodu. Kiedy stał dokładnie naprzeciwko obrazu i tabliczki z podpisem drżącą ręką dotknął napisów. Opuszkami palców nakreślił wszystkie znaki wypowiadając je w myślach. Jego małe serduszko zabiło jednocześnie ze szczęścia i bólu.
        'IDIOTO! Przestań ze mnie kpić! Przestań w końcu się mną bawić!' – krzyknął przez załzawione oczy jeszcze raz spoglądając na obraz i towarzyszące mu szkice. Zrobił ruch ręką jakby chciał zerwać wszystko ze ściany, ale nie dał rady. Ciało odmówiło mu posłuszeństwa.
          Zaskoczony tłumek odskoczył do tyłu, kiedy Ninomiya upadł na kolana i zaczął głośno płakać. Ludzie spoglądali po sobie nie wiedząc co zrobić. Ktoś zdecydował się wezwać obsługę wystawy.
+++
        Ninomiya skulił się w sobie. Łzy miały słony smak i w ogóle nie chciały przestać lecieć. Nagle wydawało się chłopakowi, że czuje jak otacza go znajome ciepło. Zadrżał zaciskając mocno powieki. Nie ruszył się z miejsca, nie podniósł nawet głowy - za bardzo bał się kolejnego rozczarowania.
        A jeśli to jednak nie jest wytwór jego rozbitego umysłu?
        Kazunari zawahał się. Niepewnie otworzył oczy.
        Widok był rozmazany i niewyraźny nie tylko przez łzy.

KONIEC

...

[Ara~] Uff~! Koniec! Jak dobrze! Jak wiadomo jestem zła, wstrętna i nie dobra i lubię otwarte zakończenia. Co prawda istnieje special z dodatkowym zakończeniem, ale jeszcze nie wiadomo co z tego wyjdzie...
          
          Teraz czas na podziękowania:
          Bardzo dziękuję Bang! za cierpliwość, namawianie i zmuszanie do pisania oraz za korektę. Jeśli w fiku jest jakiś błąd to Twoja wina XD kkk
          Dziękuję Pelkowi - mojemu 'mężczyźnie'  za dotrzymywanie towarzystwa przy pisaniu, i za cierpliwość przy tarmoszeniu w czasie zastoju twórczego oraz podrapane ręce.
          Dziękuję również wszystkim czytającym (wiem, że tam jesteście), a szczególnie komentującej Kunoichi. Miło wiedzieć, że komuś się to podobało (przynajmniej do tej notki tak było kkkk).
          Dziękuję za uwagę! W niedalekiej przyszłości zapewne pojawią się jakieś inne fanfiki. Uzbrójcie się w cierpliwość i wypatrujcie nowości. 
         Pozdrawiam i do następnego!!  
         PS nie znam sie na łowieniu ryb, więc waga tego co złowi Ohno jest bardzo przypadkowa, zapewne nasz Riida złowił już w swojej karierze znacznie większe sztuki. 

Tu Bang!

Nadejszła wielkopomna chwila i ku radości Ary (żebyście widzieli tą radość - a nie ma się z czego cieszyć jak coś się kończy buuu) fik "Watashi no Koi" szczęśliwie (bądź nieszczęśliwie) dobiegł końca. Nie wiem, jak jest u Was, ale Ohno w tym fiku jest zupełnie odjechany i przez to darzę go rzygającą tęczą uczuć, z kolei Nino mi strasznie szkoda - zresztą jak wszędzie, gdzie jest małym, biednym Nino - czyli prawie we wszystkich fikach. 


Mam też osobistą informację do wszystkich czytelników przeszłych, teraźniejszych i przyszłych - komentarz to wbrew pozorom WAŻNA RZECZ. 


PS Komentujcie, bęcwały, bo więcej nie będzie *_*

3 komentarze:

  1. Szczerze? Jestem... nienasycona? Niezaspokojona? Czegoś mi zabrakło... Miałam na to dobre słowo, ale je zapomniałam.

    Zakończenie otwarte swoją drogą, ale to wydaje mi się urwane w połowie.
    Ale może to dlatego, że mam traumę z otwartymi zakończeniami. W pierwszej gimnazjum jedno opowiadanie zakończyłam otwarcie i mi się to strasznie podobało, ale moja polonistka (a przy okazji jeden z najlepszych nauczycieli w całej mojej edukacji) je skrytykowała. Od tej pory ich unikam - wolę zakończenia "sugerujące"

    I nie wiem, może to kwestia tego, żem chora, ale nie rozumiem ostatniego zdania. Co autorka miała na myśli?

    Zawsze z chęcią przeczytam jakąś Ohmiyę od Ciebie. Czekam na więcej.

    Pozdrawiam,
    Kunoichi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypomniałam sobie! xD Słowo, którego mi brakowało to "niedosyt"! Czuję niedosyt po tym finałowym rozdziale.

      Usuń
    2. 'Niedosyt' to dobre słowo. Świadomość tego, że wzbudziło się w kimś niedosyt też jest dobra.
      Dziękuję za czytanie :)
      Jakaś inna Ohmiya na pewno się wkrótce pojawi.

      Usuń