poniedziałek, 11 marca 2013

[Ara~ fik] Watashi no Koi 08


TYTUŁ: Watashi no Koi [Moja miłość]
AUTOR: [Ara~]
PAIRING: Ohmiya (Ohno Satoshi x Ninomiya Kazunari) [Arashi]
GATUNEK: YAOI, Romans, Dramat, Komedia
KATEGORIA: 15+


        Umowa została podpisana i żadna ze stron nie mogła się już wycofać. Kolejnego dnia Ninomiya przyszedł do pracowni o zwykłej porze, jednak to, co tam zastał odbiegało od zwyczajności.
        Wszystkie meble przykryte były przezroczystą płachtą. O jedną ze ścian oparte było duże podobrazie. Prawie dwa metry długości i nieco ponad metr wysokości. Tuż obok ustawione były niezliczone puszki farb, prawie tuzin różnorodnych pędzelków i masa pociętych gazet. Szykowało się duże malowanie.
        Satoshi poprawiał coś w rozstawieniu oświetlenia. Nacisnął pstryczek i trzy duże jarzeniówki rozbłysły jednocześnie.
        'Dobrze' – wymamrotał malarz oceniając wszystko z daleka. Zrobił jeszcze jeden krok do tyłu i prawie wpadł na Kazunariego.
        'Ohno-san.' – Chłopak zwiększył odległość między nimi. – 'Co mam dzisiaj robić?'
        'Ninomiya-kun dziś masz specjalne zadanie.' – Ohno rozglądał się po pomieszczeniu jakby czegoś szukał.
        'To znaczy?'
        'Nie będziesz dziś pozował.' – Satoshi klasnął w dłonie. Już wiedział gdzie to zostawił!
        Kazunari zmarszczył brwi.
        'Jak to?!' – zawołał za wychodzącym z pokoju malarzem. Mężczyzna wrócił po chwili niosąc gitarę.
'Zagraj dla mnie' – powiedział wpychając w dłonie młodszego instrument.
'Co?' – Ninomiya wlepił zdezorientowane spojrzenie w Ohno. Ten uśmiechnął się zachęcająco.
'Zagraj dla mnie' – powtórzył uśmiechając się szerzej. – 'Chcę usłyszeć jak śpiewasz.'
Ninomiya zważył w rękach instrument. Gitara, choć niewiele przypominała jego własną, ciążyła znajomo.
'Ohno-san… czy ja nie miałem pozować?' – spytał niepewnie. Satoshi machnął ręką.

Dziś chce żebyś dla mnie zagrał. Zawsze chciałem coś namalować przy twoim akompaniamencie. Myślę, że dzisiaj jest na to najlepszy czas. Już wszystko przygotowałem' - wyznał szczerze zamaszystym ruchem prezentując specjalnie oświetloną część pokoju. – 'Możesz śpiewać co chcesz' – dodał wyciągając spod foli taboret. Zachęcająco poklepał jego okrągłe, skórzane obicie. Kazunari miał wrażenie, że czegoś nie zrozumiał. Jego praca jako modela nagle zmieniła się w dawanie prywatnych koncertów jakiemuś ekscentrycznemu artyście.
        W czasie kiedy Ninomiya bił się z własnymi myślami Satoshi zabierał się do pracy. Z bocznej kieszeni swojego wiecznie poplamionego kombinezonu wyciągnął zieloną chustę, którą skrupulatnie umieścił na głowie. Kiedy był już pewien, że wszystkie włosy są dokładnie schowane zabrał się za otwieranie największej puszki z farbą. Wieczko nie stawiało większych oporów. Ohno chwycił za duży, gruby pędzel i zanurzył go w czarnym płynie. Otarł trochę o brzeg puszki po czym przystawił do białego płótna. Kilkanaście płynnych ruchów ręką później środkowa część płótna pokryta była już staranie czernią.
        'Ninomiya-kun dlaczego nie grasz?' – Malarz odłożył pędzel do wiadra z wodą. Kazunari siedział na okrągłym taborecie na kółkach. Otworzył usta, by po chwili je zamknąć. Nie wiedział jak odpowiedzieć. Niepewnie trącił struny. Dźwięk, który rozniósł się po pokoju nie był do końca czysty. Ninomiya zaczął stroić gitarę.
        'Ohno-san…'
        'Tak?' – Satoshi przelewał białą farbę do mniejszych pojemniczków.
        'Dlaczego tak w ogóle mam dla ciebie śpiewać?'
     
      'Lubię twój głos.' – Ohno posłał młodszemu szczery uśmiech. – 'Wiem, że dzięki niemu będę w stanie stworzyć coś pięknego.'
     Ninomiya poczuł jak robi się czerwony na twarzy. Szybko odwrócił wzrok starając się skupić go na instrumencie.
        'Dlaczego nie powiedziałeś mi wcześniej, że mam śpiewać?' – spytał nadal nie spoglądając na malarza.
        'Gdybym ci wcześniej powiedział pewnie byś się nie zgodził i przestałbyś przychodzić.'
        'Wiec teraz nie mógłbym wstać i wyjść?' – w glosie Kazunariego słychać było notkę buntu.
       'Wtedy złamałbyś warunki umowy' – zauważył Satoshi dolewając do jednego pojemniczka trochę niebieskiej farby. Zaczął wszystko energicznie mieszać drewnianym patyczkiem po lodzie.
       Kazunari mocno zacisnął wargi. Wizja łatwego zarobku, jakim miała być ta praca, odpływała w nieznane. Trącił struny. Gitara brzmiała znacznie lepiej. Po dłuższej chwili z zamyślenia wyrwał go głos malarza.
        'Ninomiya-kun, możemy zaczynać?'
       Kazunari podniósł głowę do góry. Satoshi stał przed nim, pochylony tak, że ich głowy znajdowały się na jednej wysokości w bardzo niedużej odległości. Ninomiya automatycznie odchylił się do tylu zwiększając miedzy nimi dystans.
        'Tak… chyba tak' – wystękał odwracając się w druga stronę. – 'Co chcesz najpierw usłyszeć?'
       'Wszystko będzie dobre. Zdaję się na ciebie.'
       Kazunari szarpnął struny. Zaczął grać pierwszą melodię jaka wpadła mu do głowy - piosenkę z programu dla dzieci jaką słyszał dziś rano przed wyjściem na uczelnię. Na początku głos mu troszkę drżał. Stresował się bardziej niż w czasie szkolnej akademii czy w czasie występów w parku.
        Ohno uśmiechnął się szeroko. Kołysząc się na boki i podśpiewując doskonale znaną mu piosenkę powrócił do malowania.

+++

       Ninomiya przegryzł ustnik plastikowej butelki. Jego spojrzenie utkwione było w opartym o przeciwległą ścianę płótnie. Intrygowała go duża czarna plama wymalowana na środku, jednak nie miał odwagi zapytać. Na lewo od czarnej strefy Ohno kończył malować błękitno-szare skrzydło.
        Kazunari przekręcił głowę na bok. Nie znał się na sztuce. Odstawił butelkę na podłogę i zaczął ponownie grać na gitarze. Tym razem wybrał znany motyw z anime.
Satoshi znów umoczył palce w farbie. Sprawnie przejechał nimi wzdłuż wcześniej namalowanej pędzelkiem szarej linii. Jego skrzydło powoli nabierało właściwych kształtów, jednak nadal miał przed sobą mnóstwo pracy. Skończył obrysowywać wewnętrzne kontury i wstał by zobaczyć jak praca prezentuje się z daleka. Nie był zachwycony, ale też nie czuł jakiegoś specjalnego rozczarowania.
        'Ninomiya-kun czy gitary są drogie?' – spytał niespodziewanie.
        
        'To zależy? Dlaczego pytasz?'

        'Chciałbym kupić jedną.' – Satoshi podrapał się po brodzie.

        'A co z tą?'

        'Jest pożyczona. Jak myślisz była droga?'
        Kazunari lekko zmarszczył brwi i obejrzał instrument z miną prawdziwego znawcy.
      'Jest bardzo dobrej firmy, struny są zrobione z lepszego materiału i nie powinny zrywać się tak często… myślę, że mogła kosztować ok. 29-30 tysięcy jenów.'
       Malarz pokiwał ze zrozumieniem głową.
      'Ohno-san, jeśli chcesz nauczyć się grać lepiej kupić jakąś używaną' – dodał pospiesznie Ninomiya. Patrząc na Satoshiego miał wrażenie, że jest on typem, który szybko porzuciłby instrument. Sumienie nie pozwalało mu godzić się na to, by tak wspaniała rzecz marnowała się w rękach kogoś takiego jak Ohno.
       'Pomyślę nad tym' – zapewnił Satoshi pocierając wierzchem dłoni nos.
+++

  Na błękitno-szarym skrzydle pojawiło się kilka czerwonych plamek. Satoshi z niegasnącym zapałem oddawał się pracy twórczej. Jego zapału i zaangażowania nie podzielał niestety Ninomiya. Chłopak zerknął na zegarek. Zostało mu jeszcze pół godziny. Niespodziewanie uświadomił sobie coś istotnego.
       'Ohno-san przychodziłeś codziennie do parku by mnie posłuchać, prawda?' – spytał przerywając piosenkę w połowie.
       'Tak' – przytaknął automatycznie malarz. Ninomiya odłożył gitarę na bok. Założył nogę na nogę i splótł ze sobą dłonie.
         'Zawsze siedziałeś na ławce w pobliżu alejki prowadzącej bezpośrednio na plac zabaw, prawda?'
        'Tak, stamtąd wszystko było dobrze słychać.' – Ohno zamoczył cieniutki pędzelek w czerwonej farbie. Nie wyczuwał niczego niepokojącego w pytaniach młodszego.
       'No właśnie.' – Kazunari przysunął się troszkę ze swoim taboretem w stronę malarza. – 'Słuchałeś codziennie, a zapłaciłeś tylko raz. Czy myślałeś, że przychodzę tam dla zabawy?'
       Ohno odwrócił się w stronę muzyka. Rozchylił lekko usta trwając w stanie zawieszenia. Jego broda, policzek i nos były uwalane farbą. Ninomiya pokręcił tylko głową.
       'Nie… zabiorę cię na ramen. Jeśli chcesz możemy iść nawet jutro.' – Satoshi odzyskał łączność z rzeczywistością.
       'No nie wiem.'
       Ohno ślizgając się na kolanach przybliżył się do miejsca w którym siedział młodszy. Objął nogi Kazunariego i oparł głowę na jego kolanach. Wpatrywał się w niego jak skarcony niesłusznie szczeniak. Ninomiya siedział lekko oszołomiony takim rozwojem sytuacji. Przez chwilę walczył ze spojrzeniem Satoshiego.
       'Jestem wolny dopiero w sobotę' – powiedział powoli wyciągając z kieszeni chusteczkę.
       'Więc pójdziemy w sobotę.' – Ohno rozpromienił się. Troszkę mocniej objął nogi młodszego. Ninomiya cmoknął głośno starając się zakryć zawstydzenie poprzez niezadowolenie.
       'Nigdzie z tobą nie pójdę jeśli będziesz cały wymazany farbą' – oznajmił ostrym tonem. Satoshi zamrugał oczami ze zdziwienia. Młodszy znowu cmoknął. Nie siląc się na delikatność przystawił chusteczkę do policzka malarza i zaczął intensywnie i mocno pocierać. Ohno niespecjalnie próbował uciekać. Wykonał tylko kilka niezgrabnych ruchów głową tylko dlatego, że tak wypadało.
        Niebieskie i czarne plamy zostały bardziej rozmazane niż wytarte przez co policzek wyglądał gorzej niż wcześniej.
       'Widzisz' – powiedział Ninomiya machając brudną chusteczką. Satoshi pokornie przytaknął i z dobrze skrywanym rozbawieniem poczłapał do łazienki.
       Kiedy kończył myć twarz doleciał do niego głos Kazunariego. Był tak jak zawsze mocny, jednak wyczuwało się w nim nową, wcześniej niesłyszalną nutkę.
Kiedy zacząłem żyć samotnie z samotnością?
Kiedy poczułem się oddalony od innych?

Wiecznie oczekiwałem trochę ciepła od innych,
Cały czas miałem nadzieję, ale nikt nie podał pomocnej dłoni.

Żyłem samotnie, śpiewałem w pojedynkę, zawsze tak było.
Twoja przeciętna dobroć nie pomoże mi teraz.

W nadziei, że ta samotność się skończy.

Kiedy zacząłem uśmiechać się przez cały czas?
Kiedy straciłem swój prawdziwy uśmiech?

Umiałem tylko udawać, że się nie przejmowałem,
nie mogłem nawet polegać na dobroci innych.
Zadrżałem z braku miłości,
zupełnie jakby każdy uciekł ode mnie.

Mechanicznie pozostawiałem za sobą szczęście.
To koniec. Wszyscy się załamali.

Niedojrzałe piosenki kontynuowałem, krzycząc.
Nie mogę zawieść ludzi, o których troszczę się najbardziej.
”Do jutra” - i zniknąłem w niebie.

Niebo, które było zbyt niebieskie nie było dla mnie błyszczące
Niedoniesiona piosenka, przesuwana przez miłość.

Żyłem samotnie, śpiewałem w pojedynkę, zawsze tak było.
Twoja przeciętna dobroć nie pomoże mi teraz.

W nadziei, że TO zniknie pewnego dnia.*

+++

       Gdy Ninomiya opuścił pracownie Ohno był pewien, że przez te kilka dni udało im się troszeczkę do siebie zbliżyć.

+++


       'Myślę, że ten obraz jest bardzo dobry' – powiedział Sakurai. Ohno przekręcił głowę w prawo. Malował obraz już od kilku dni i końcowy efekt nie do końca go przekonywał. Chętnie zacząłby wszystko od początku jednak Sho był temu przeciwny.
       Sakurai przysiadł na poręczy fotela, w którym siedział Kazunari. Szturchnął chłopaka łokciem.
       'Pochwal go' – nakazał ponaglającym szeptem, po czym dodał głośno. – 'A ty co o nim myślisz, Ninomiya-kun?'
       Kazunari na chwilkę przestał bawić się talią kart. Spojrzał na stojący przed nim obraz. Zakrwawione skrzydło – czarne pole z białym kółeczkiem po środku – drugie skrzydło, te nie nosiło żadnej rany. Skrzydła nie tworzyły pary, różniły się od siebie rozmieszczeniem i ułożeniem piór. Najbardziej zastanawiająca była czarna strefa, ale chyba nikt nie umiał powiedzieć co oznacza. Było również inne tło, ale muzyk nie umiał nawet nazwać prawidłowo koloru jakim było pomalowane.
       Ninomiya wzruszył ramionami.
       'Nie znam się…' – wyznał szczerze. Sakurai znowu szturchnął go łokciem. – '…aa... ale myślę, że skrzydła są ładne.' – dodał pod naciskiem morderczego spojrzenia Sho. Ohno uśmiechnął się niewyraźnie. Odwrócił wzrok od obrazu i spojrzał na swojego modela.
        'Powiesiłbyś go u siebie?' – spytał.
        'Nie zmieści mi się w pokoju.' – Ninomiya odpowiedział chyba zbyt szczerze, bo Ohno ze zmartwioną miną zaczął znowu wpatrywać się w dopiero co ukończony obraz. Sho natomiast uderzył go mocno w głowę.
       'Ej!' – jęknął Kazunari masując uderzone miejsce. Sakurai mordował go właśnie w myślach. Nie przestając zastanawiać się nad tym na jak wiele sposobów można pozbawić muzyka życia podszedł do Satoshiego.
       'Sensei nie powinieneś przejmować się opinią kogoś takiego' – powiedział łagodnie kładąc rękę na ramieniu starszego. – 'Może pokażesz go jutro Takahashi-san? Jego opinie zawsze były niezastąpione.'
        'Dobrze.' – Ohno niemrawo przytaknął. Sho westchnął w duchu, nie mógł pozwolić na to, by Satoshi znów porzucił malowanie. Jego obowiązkiem było zrobienie wszystkiego byle tylko Ohno pracował dalej.
       'Sensei powinieneś iść się wykąpać' – powiedział ściągając z głowy malarza zieloną chustę. – 'Przygotuję ci twój ulubiony ramen(z torebki). Odprężony i najedzony na pewno inaczej spojrzysz na obraz.'
        Satoshi ochoczo przytaknął. Kiedy zamknęły się za nim drzwi łazienki Sakurai przypomniał sobie o Kazunari.
        'Ty!' – warknął wskazując chłopaka palcem. – 'Miałeś go pochwalić, nie widzisz, że tego potrzebuje?!'
        'Dlaczego miałbym mu wmawiać, że jego obraz jest świetny skoro on sam myśli inaczej?' – Ninomiya nie podniósł nawet wzroku znad trzymanych w dłoniach kart. Nagle został pociągnięty za kołnierz koszuli.
        'Jeśli nie zamierzasz go wspierać lepiej żebyś w ogóle się nie odzywał' – warknął Sakurai przyciągając młodszego do siebie. Mierzyli się złowrogimi spojrzeniami, żaden nie chciał ustąpić.
        'Wsparciem nazywasz okłamywanie?' – prychnął Ninomiya. Poczuł na twarzy niespokojny i wściekły oddech starszego. Sakurai odepchnął go mocno z powrotem na fotel. Karty wysunęły się z jego dłoni i rozsypały na podłogę.
        'Będę wspierał Ohno jak tylko będę mógł. To jego pierwszy obraz od ponad pół roku. Jeśli znowu przestanie malować to będzie twoja wina!' – warknął. Poprawił marynarkę i zamaszystym krokiem pomaszerował do kuchni. Oparł dłonie na blacie kuchennej szafki i wziął kilka głębszych oddechów. Musiał się uspokoić inaczej naprawdę był gotowy zabić Kazunariego. Policzył w myślach od dziesięciu do zera i już troszkę spokojniejszy wstawił wodę na ramen.
       Niespełna trzy minuty później jego telefon zaczął dzwonić. Wyciągnął komórkę z kieszeni spodni i spojrzał na wyświetlacz. Skrzywił się. Niestety musiał odebrać.
       'Słucham?... gdzie?... co? teraz?... ale jestem zajęty, nie mogę przyjść... Hej! Czekaj!' – telefon nagle się rozłączył. Sho zaklął siarczyście i pospiesznie zaczął zbierać swoje rzeczy.
        'Muszę iść' – oznajmił wpadając do pomieszczenia, w którym siedział Ninomiya. – 'Kiedy woda zacznie gwizdać zakręć ją i zalej Ohno zupkę. Nie przeszkadza mu rozgotowany makaron więc nie musisz odliczać czasu. Kiedy wyjdzie z kąpieli dopilnuj by wysuszył włosy i ubrał się ciepło. Nie może złapać przeziębienia. Przypomnij mu też, że jutro o 12 ma spotkanie. Niech przywiezie jakieś lepsze ubrania i najważniejsze! Nawet nie próbuj go krytykować lub dołować. Jeśli coś ci się nie podoba, milcz.' – Sho chwycił swoją aktówkę i wymaszerował na korytarz.
        'Ohno-san muszę iść, zadzwonię później!' – krzyknął na chwilkę zatrzymując się pod drzwiami łazienki. – 'Do jutra.' – Pospiesznie założył buty i płaszcz i wyszedł z pracowni.
+++
        Ohno wciągnął głośno makaron. Przeżuwał chwilkę po czym przełknął.
       ''Dobre~!' – westchnął w pełni zadowolony. Siedzący obok Ninomiya nawet nie zaszczycił go spojrzeniem. Z zawziętą i nieco naburmuszoną miną tasował swoje karty.
        'Ninomiya-kun może chcesz trochę?' – Satoshi przysunął do niego kubek z parującą zupką.
        'Nie. Sakurai-san miałby mi to za złe' - odpowiedział przez zaciśnięte zęby młodszy.
        'Dlaczego?' - Ohno przysunął się do niego tak, że ich ramiona stykały się ze sobą.
        „Bo jest idiotą” - powiedział w myślach Kazunari. Oczywiście nie mógł powtórzyć tego głośno.
        'Ohno-san wybierz kartę i nie pokazuj mi jej' – zaproponował tworząc z kart wachlarz. Satoshi przytaknął i wyciągnął jedną. Była to dwójka kier.
        'Jeśli już ją zapamiętałeś wsuń ją z powrotem gdzie chcesz.'
        Ohno zrobił tak jak go proszono.
        'Czy to magiczna sztuczka?' - spytał czując rosnące podekscytowanie na widok niesamowitej szybkości z jaką Kazunari tasował karty.
        'Można tak powiedzieć' – odpowiedział młodszy rozdzielając talię na dwie gromadki. – 'Jak myślisz, w której jest twoja karta?'
        Satoshi podrapał się po głowie.
        'W tej' – powiedział niepewnie wskazując na karty z prawej dłoni.
        'W takim razie sprawdźmy. Oglądajmy je po kolei.' – Ninomiya oddał mu karty. Ohno wstrzymał oddech kiedy odkrywał pierwszą kartę. Niestety był to as karo. Nie zrażony przeszedł do kolejnej karty, a zaraz za nią do następnej i następnej…
        'Nie ma jej tu' – jęknął zawiedziony, kiedy wszystkie karty zostały już odsłonięte.
       'W takim razie sprawdź tutaj.' – Kazunari podał starszemu drugą połowę tali. Po kilku chwilach okazało się, że dwójki kier nie ma również wśród nich.
       'E~! Zniknęła?!' – wykrzyknął Ohno raz jeszcze przeglądając wszystkie karty. Ninomiya uśmiechnął się nieznacznie.
       'Może jest w pudełku?' – spytał jakby od niechcenia. Satoshi dopiero teraz zwrócił uwagę na leżące na stole opakowanie po kartach. Z drżącym sercem zajrzał do środka.
       'Ale jak?' – spytał zdezorientowany wyciągając z pudełka swoją kartę. Kazunari wzruszył ramionami.
      'Ninomiya-kun to było niesamowite! Jak to zrobiłeś?!'
      'Prawdziwy magik nigdy nie zdradza swoich sekretów.' – Chłopak uśmiechnął się szeroko i zaczął zbierać porozrzucane po całym stole karty


...

* An Cafe - Alone [tłumaczenie tekstu piosenki pochodzi ze strony tekstowo.pl] piosenkę do odsłuchania znajdziecie TUTAJ 

[Ara~] Z lekkim poślizgiem, ale jest! Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć tylko to, że po dłuższym okresie zjechałam do domu, a tam życie toczy się w zupełnie innym rytmie niż na studiach. W ramach rekompensaty za opóźnienia dzisiejszy rozdział składa się z tekstu, który pierwotnie miał być podzielony na dwie części.
         Dziękuję za lekturę i proszę o podzielenie się swoimi spostrzeżeniami w komentarzach. Pozdrawiam i do następnego! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz