sobota, 2 marca 2013

[Ara~ fik] Watashi no Koi 07


TYTUŁ: Watashi no Koi [Moja miłość]
AUTOR: [Ara~]
PAIRING: Ohmiya (Ohno Satoshi x Ninomiya Kazunari) [Arashi]
GATUNEK: YAOI, Romans, Dramat, Komedia
KATEGORIA: 15+

        Sobota, godzina 09:29
        Ninomiya siedział przed telewizorem i zamiast odsypiać ciężki tydzień "ratował świat". Chłopak zmarszczył brwi, nie mógł odnaleźć przełącznika otwierającego przejście do kolejnego poziomu. Zniecierpliwiony zaczął przeszukiwać cały obszar od początku.
        'Nino-chan, już nie śpisz?' – Kazunari został niespodziewanie objęty od tyłu. Kobieta o niedbale zwiniętych w kok miedzianych włosach, ubrana w błękitno-różową piżamę oparła głowę na jego ramieniu.
        'Muszę to skończyć do poniedziałku inaczej mnie zwolnią' – odpowiedział Nino rozluźniając się. Ciepły oddech połaskotał go w szyję.
        'Nie za dużo masz tych dorywczych prac? Jeszcze trochę i się przepracujesz.'
        'Mika, mów za siebie. Wczoraj też zostałaś na nadgodzinach.'
        'Taka praca' – westchnęła. - 'Jeśli nie będziesz próżnować na studiach może nie skończysz w biurze.' – Ucałowała go w głowę.
        'Wychodzisz gdzieś dzisiaj?' – Kazunari przedostał się w końcu na kolejny poziom.
        'Tak. Idziemy z dziewczynami z biura na gokon*, chcesz się przyłączyć?'
        'Nie, mam już dziś umówione spotkanie. W twoim wieku powinnaś raczej wybrać się do swatki niż na gokon.' – Po chwili Ninomiya żałował, że się w ogóle odzywał.
        'Chcesz powiedzieć, że jestem stara?!' – Mika założyła na szyi chłopaka jeden z zapaśniczych chwytów. W liceum bawiła się w ćwiczenie różnych stylów walki i na szczęście jeszcze sporo pamiętała z tych odległych czasów.
        'Nie!' – zapiszczał Nino kiedy uścisk przybrał na sile. – 'Przepraszam. Dwadzieścia dziewięć lat to jeszcze nie tak dużo.'
        Kobieta prychnęła na wspomniane liczby.
        'Więc ile lat to twoim zdaniem dużo? Od kiedy mam zacząć czuć się staro?'
        'Mika-san, przepraszam, nie to miałem na myśli. Puść mnie, proszę! Zaraz się skuszę i będę musiał grać od początku.'
        Mika sięgnęła po kontroler od konsoli i zatrzymała grę. Nino przestał się wyrywać. Przez chwilę siedzieli w tej dziwacznej plątaninie rąk i nóg w całkowitym milczeniu.
        'Nie potrzebuję męża' – powiedziała kobieta przyciskając głowę Kazunariego do swojej piersi. – 'Mam Nino i to mi na razie wystarczy.' 
        Chłopak spojrzał na nią z dołu. Mika pocałowała go lekko w usta.
        'Jadłeś już coś?' – spytała tak, jakby poprzedniej rozmowy w ogóle nie było. Ninomiya pokręcił głową. Tym razem to on zaczął pocałunek.
        'To na co masz ochotę?' - Mika pogładziła chłopaka troskliwie po głowie. Kazunari uśmiechną się złośliwie.
        'Na Mikę.'

+++
 'Spóźnia się' – zauważył rzeczowym tonem Sakurai.
 'Na pewno niedługo przyjdzie' – zapewnił Ohno entuzjastycznie wgryzając się w pączka z czekoladą. Słodycz ciasta i nadzienia pasowały do siebie idealnie. – 'Pyszne!' – powiedział nakładając sobie na talerzyk jeszcze jednego pączka.
'Sensei nie musiałeś… iść ze mną' – westchnął Sho widząc jak starszy z błogim uśmiechem na twarzy zajada się słodkościami. Powinien być bardziej przewidywalny i nie mówić gdzie ma zamiar spotkać się z Ninomiyą.
  'Uyyym~myyu' – wymamrotał Satoshi wskazując na coś za oknem. Sakurai zrobił niewyraźną minę. Ohno upił troszkę swojej herbaty.
        'Idzie' – powiedział przełykając resztki jedzenia.
        Po chwili dzwonek przy drzwiach niewielkiej kawiarenki zadzwonił cicho i do środka wszedł chłopak w przydużej czarnej kurtce, opatulony szczelnie niebiesko-żółtym szalikiem. Ohno wstał z miejsca i machał do niego dopóki nie został zauważony.
        Kazunari podszedł do nich niespiesznie. Przywitał się z malarzem, nie spuszczając wzroku z nieznajomego mężczyzny, który mu towarzyszył. Ten ostatni podniósł się szybko.
        'To ja do ciebie dzwoniłem, jestem menadżerem Ohno-sensei, nazywam się Sakurai Sho' – przedstawił się.
        'Ninomiya Kazunari, miło mi cię poznać' – odpowiedział młodszy wymieniając kilka sztywnych ukłonów.
        'O co chodzi?' – spytał zajmując miejsce tuż obok malarza. Sakurai wypuścił powoli powietrze.
        'Pozujesz dla Ohno-sensei, prawda?'
        'I co związku z tym?' – Ninomiya oparł twarz na dłoniach.
        'Wynagrodzenie jakie sobie zażyczyłeś jest nie do przyjęcia. Możesz dostać nie więcej niż 13 tysięcy jenów**. Już przygotowałem umowę.' – Sakurai wyciągnął na stół stos papierów.
        'Nie ma mowy. Ohno-san już się zgodził. Skoro jemu to nie przeszkadza tobie też nie powinno.'
        'Ninomiya-san sprzedaż obrazów nie jest tak łatwa jak ci się wydaje. Nigdy nie ma gwarancji, że na obraz znajdzie się kupiec. Jeśli zwróci się koszt wykorzystanych materiałów możemy mówić o sporym sukcesie. Dodatkowo jeśli obraz wystawiany jest w galerii bądź na aukcji przy jego sprzedaży ok. 20% z uzyskanej ceny należy się instytucji która ją wystawia. Z pieniędzy ze sprzedaży pokrywane są również koszty wynajmu pracowni i…
        'I twoje wynagrodzenie, prawda Sakurai-san?' – przerwał mu Kazunari. - 'Czyżbyś obawiał się, że dostaniesz za mało?'
        Sho poczerwieniał ze złości. Młodszy uśmiechnął się kpiąco.
        'Ohno-san jest znanym i rozchwytywanym artystą. Z tego, co pamiętam jego ostatnia praca sprzedała się za ponad 900 tysięcy jenów***. Dlaczego myślisz, że ze sprzedażą kolejnego obrazu może być problem?'
        Sakurai zacisnął dłonie w pięści.
        'Nigdy nic nie wiadomo, zresztą nawet jeśli masz rację, to i tak nie mogę ci zaproponować niczego więcej. Nie jesteś profesjonalnym modelem.'
        'A jednak Ohno-san poprosił o to, bym dla niego pozował' – zauważył Ninomiya pocierając palcami lewy policzek. Sho prychnął cicho. Naprawdę nie rozumiał co takiego Satoshi widział w tym aroganckim i pragnącym jedynie pieniędzy dzieciaku.
        'Może i jesteś menedżerem, ale nie powinieneś tak rządzić się nie swoimi pieniędzmi.' - dodał Kazunari. – 'Może niech Ohno-san w końcu zabierze głos w tej sprawie?
        Obaj spojrzeli na malarza. Satoshi beztrosko mazał po serwetce. Kiedy w końcu dotarło do niego, że zamiast rozmowy słyszy zniecierpliwione cmoknięcia Sho, podniósł wzrok. Uśmiechnął się nieśmiało błądząc wzrokiem od jednego do drugiego mężczyzny. Nawet nie starał się udawać, że orientuje się w zaistniałej sytuacji.
        'Słucham?' – spytał w końcu. Sakurai westchnął zrezygnowany. Satoshi zawsze szybko nudziły rozmowy o pieniądzach. Wyłączał się nawet wtedy, gdy omawiali tygodniowe wydatki na jedzenie.
        'Jeśli dostanę mniej niż 160 tysięcy**** nie zgodzę się na dalsze pozowanie' – oznajmił Ninomiya patrząc wyłącznie na Ohno.
        Satoshi zamrugał zdziwiony.
        'Nie możesz odejść' – powiedział cicho.
        'Jesteś pewien?' – Kazunari przechylił głowę lekko na prawo. Ohno zauważył, że grzywka nie zachodziła mu już tak bardzo na oczy. Chwycił papiery i szybko je przejrzał.
        'Sho-kun popraw je' – polecił odkładając kartki z powrotem na stolik. – 'Mogę zapłacić sto dwadzieścia tysięcy, a nawet więcej, jeśli przyjdzie taka potrzeba.'
        'Ale…' - Sakurai rozdziawił usta ze zdziwienia.
        'W poniedziałek podpiszemy umowę' – zadecydował Satoshi ucinając dalsze dyskusje. Ninomiya uśmiechnął się słodko.
        'Oczywiście Oh-chan.'
        Satoshi zarumienił się lekko na to nowe przezwisko. Kazunari spojrzał na zegarek.
        'Ach, już tak późno' – jęknął wstając z miejsca. – 'Muszę już iść. Nie będę mógł przychodzić w weekendy.' – Owinął się szczelnie szalikiem i sięgnął po jednego pączka. – 'W poniedziałek na pewno stawię się punktualnie' – zapewnił kłaniając się lekko.
        'Do zobaczenia' – powiedział Ohno. Ninomiya ukłonił się raz jeszcze po czym szybko opuścił kawiarnię.
        'Ohno-san.' – Sho zrezygnowany powkładał wszystkie dokumenty do swojej teczki. – 'Dlaczego się zgodziłeś?'
        'Chce go namalować.'
        'Ale dlaczego właśnie niego?'
        Ohno przypomniał sobie incydent w parku. Te duże bursztynowo-brązowe oczy pełne tak wielu mieszających się ze sobą emocji. Chciał zatrzymać to wszystko dla siebie. Stał się egoistą. Upartym i być może głupim, ale doskonale wiedzącym czego pragnie, egoistą.
        'Bo jest wyjątkowy' – powiedział obserwując z nieprzeniknionym wyrazem twarzy niknącą w tłumie za oknem postać Kazunariego.
+++
        Cicha melodyjka oznajmiła przyjście nowej wiadomości. Ohno wygrzebał telefon spod sterty rysunków rozrzuconych na podłodze.
Od: Mama
Temat: onsen
Satoshi wracam już do domu. Następnym razem musisz przyjechać ze mną. Tak dawno nigdzie razem nie jeździliśmy. Pracuj ciężko. Kocham Cię.
Twoja największa fanka.
-END-
        Ohno uśmiechnął się ciepło do telefonu. Do wiadomości dołączone było zdjęcie ogrodowego stawu w którym pływało kilka biało-czerwonych karpi. Satoshi uwielbiał ryby. Ustawił zdjęcie na tapecie telefonu. Wysłał krótką odpowiedź i powrócił do przerwanej pracy.
.........
*  gokon(lub compa) - grupowe randki w Japonii. Więcej informacji można znaleźć TUTAJ.
** ok. 442 zł
*** ok. 30000 zł
**** ok. 5500 zł   - to tylko liczby, proszę nie zaprzątać sobie nimi zbytnio głowy. 
..........
[Ara~] Od tego rozdziału zaczyna się pojawiać nowa postać - Takeuchi Mika - jest to całkowicie wymyślona, nieistniejąca osoba dlatego nie wrzucamy żadnego zdjęcia
          Kunoichi - bardzo dziękuję za Twój komentarz.Pozwolę sobie odpowiedzieć na niego w tym miejscu. 
         - Kwestia długości notek - już rozumiem o co Ci chodzi. Cóż... nie tak łatwo znaleźć miejsce, w którym należy postawić płotek i zakończyć rozdział.Nie można przecież wszystkiego zdradzać od razu, bo zabawa za szybko się skończy. 
         - "OHNO, Y U NO narysujesz aktu Nino?!" - jakoś się nie zanosi na akt, ale wiele jeszcze przed nami więc wszystko może się jeszcze zmienić. 
        - kategoria + 15 - bo ten fik jest właśnie taki pomiędzy z czego mu bliżej do PG13 niż NC17, to ostatnie[w najczęściej rozumianym znaczeniu]  i Ohmiya jest jeszcze po za moim zasięgnie, inne pary owszem, ale nie Ohmiya i nie Juntoshi-to to już w ogóle jest skreślone w przedbiegach. 
         - kwestia makaronizmów - te wcześniejsze rzeczywiście mogły być zastąpione polskimi wyrazami, ale przy 'tadaima' upierałabym się by zostało. W moim osobistym odczuciu te wszystkie zwroty przy wchodzeniu i wychodzeniu z domu to takie kolejne 'magiczne słówka', które w u nas nie funkcjonują w świadomości językowej z aż tak bardzo jak u nich. Oczywiście każdy może się z tym nie zgadzać. 
Tak swoją drogą pierwsze zapożyczenia w języku polskim zaczęły pojawiać się po przyjęciu chrześcijaństwa w 966 roku. Zapożyczaliśmy najczęściej z łaciny i czeskiego. Imiona pochodzenia obcego, które wówczas weszły w użycie np. Piotr (z łac. Petrus ) są jednym z dowodów na występowanie w języku polskim przegłosu.
Amen. 

5 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Yay! Czekałam cały dzień na to! :D

    [zaczyna czytać]
    To Nino ma laskę...? =O
    [czyta dalej]
    Wróć... Przecież Nino ma starszą siostrę! To pewnie ona. :D
    [czyta dalej...]
    ...
    ...
    ...
    TO NIE JEST JEGO SIOSTRA!!!o_O

    Więc to ona była tą "M." na notce? Hmmm. Bardziej stawiałam że napisała ją jego mama.

    A w tym rozdziale Ohno jest słodziakiem większym niż zazwyczaj.

    Jak zwykle dobra robota, nie mam się do czego przyczepić.

    A teraz pozwolę sobie Ci odpowiedzieć.

    1. Y U NO NC17 obu moich ulubionych pairingów?! xP
    Ja za to ogólnie nie potrafię napisać niczego prócz tych dwóch pairinów. No... Raz napisałam sakumiyę, ale to było tylko rozwinięcie jednego z moich dziwnych snów.
    A DOBRE NC17 strasznie trudno napisać. Wiem, bo sama napisałam 3 i tylko jedno uznałam za na tyle dobre by upublicznić. O ironio, te pierwsze. A i tak nie jestem z niego zadowolona.

    2. Co do makaronizmów... Mówię tu z perspektywy tłumacza. Nie jest tak, że zawsze znajdzie się polskie słowo idealnie odpowiadające zagranicznemu. Czasem trzeba iść na pewne ustępstwa. Najlepszym przykładem będzie już sam tytuł tego fiku. "koi" zwykło się tłumaczyć, wraz z "ai", jako "miłość". Ale "koi" niesie w sobie ten podtekst romantyczno-cielesny i swoją efemeryczność, "ai" to zaś to ta tzw. miłość wyższa. Polskie "miłosć" zaciera te subtelne różnice i łączy oba znaczenia. By to dokładnie przetłumaczyć, trzeba by się posiłkować epitetami jak użyte przeze mnie wyżej "miłość wyższa" czy, analogicznie, "miłość niższa".
    A wracając do "tadaima", to wiadomo, że polskie "już jestem/wróciłem/jestem w domu", nie odda w pełni jego znaczenia, pytanie jednak czy polski czytelnik jest w stanie wyłapać to znaczenie w samym "tadaima" i czy jest ono w jakiś sposób ważne dla opowiadania.
    Taka jest moja opinia.

    Ech... Chciałam się jeszcze wdać w dyskurs a propos tych zapożyczeń z czeskiego, ale i tak już zrobiłam w tym komentarzu taki wall of text, że nie chcę cię bardziej męczyć.
    W każdym razie wyczuwam w tobie studenta polonistyki... Mylę się?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Ara~]
      1. NC17 z Ohmiyą jest możliwy, wszystko idzie nawet w tym kierunku, trzeba się tylko przełamać[i zacząć patrzeć na Nino oczami Ohno, a nie widzieć w nim tylko chodzącą śmierć]. Gdybyś chciała coś takiego przeczytać z Ohmiyą to musiałabyś się przyczaić na [Bang!](ale pamiętaj ja nic nie mówiłam). Jeśli chodzi o Juntoshi to nie akceptuje tej pary, wszystko inne tylko nie Juntoshi - nie podam żadnych sensownych argumentów, porostu tak jest i kropka.
      NC17 to ogólnie ciężki temat bo niby zawsze dzieję się niby to samo, a jednak brakuje słów. Może kiedyś pojawi się tu coś takiego, ale jeszcze nic nie wiadomo.
      3 NC17 to dobry wynik - ja mam tylko 2 i o dziwo w oby występuje Sho.
      2. 'Koi' w tytule - aish~ jestem w pełni świadoma, że średnio tu pasuje, ale o tym powinno być później, za szybko, zdecydowanie za szybko...
      3. Dyskusja na temat czechizmów? Nie mam nic przeciwko tylko odkopię notatki z historycznej XD
      Nie mylisz się. To straszne, że aż tak 'prześmiardłam' polonistyką... byle do czerwca, byle do czerwca...

      Usuń
  3. Nino chodzącą śmiercią...? Oh gawd... Aż tak źle?

    Co do Juntoshi - o gustach się nie dyskutuje. ;P

    Co do czechizmów, to nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, ale... No właśnie. Napisałaś, że zaczęły się pojawiać w 966 roku. Lecz czy wtedy możemy już mówić o języku czeskim? I polskim, przy okazji. Myślę, że co najmniej do XIV w. te języki były do siebie tak podobne, że trudno je rozgraniczyć. Patrz: w księdze henrykowskiej z drugiej połowy XIII w. pada ponoć pierwsze zdanie po polsku czyli " Day, ut ia pobrusa, a ti poziwai". Powinnyśmy jednak zwrócić uwagę, że nie dość, że wypowiedział je Czech (Bogwał) to jeszcze i Czesi uznają to za pierwsze zdanie w języku czeskim.
    To zdaje się potwierdzać tezę, że jeszcze w XIII wieku czeski i polski były do siebie tak podobne, Polacy i Czesi mogli mówić tym samym językiem.
    Z drugiej jednak strony, w jednym z żywotów świętego Wojciecha (powstałm w XI w.) jest fragment, w którym podczas podróż przez ziemie polskie, gdy coś mówi, ludzie się z niego śmieją. Pojawiła się więc teza, że śmieją się nie ewangelii, którą głosi, ale z tego jak mówi. A jak wiadomo, dla nas Polaków czeski jest, bądźmy szczerzy, śmieszny. Może to więc sugerować, że już wtedy były znaczące różnice.
    Jaka jest prawda? Tego się nie dowiemy.
    Ja polonistą nie jestem, więc tylko tyle mogę dodać ze swojej grządki.

    Oj, nie wiem. Skapnęłam się tylko dlatego, że mam przyjaciółki na polonistyce i coś tam od nich słyszałam o fonetyce, gramatyce historycznej/opisowej, hlp i takich tam.
    Ale za to one piszą prace o My Little Pony, filmach Disneya, kreskówkach czy homoseksualizmie i dostają za to piątki... Ja tak nie mam. Ech, życie. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli zdjęcia nie są odpowiednio naświetlone i wygładzone Nino naprawdę potrafi wyglądać jak chodząca śmierć. Teraz już chyba mu się polepszyło, ale na niektórych fotkach naprawdę wygląda strasznie, szczególnie utkwiły mi w pamięci takie dwie z planu pv (bodajże) do "Your Eyes". Przez strasznie podkrążone oczy i przeraźliwie zapadnięte policzki Nino to, że fotki przedstawiały czystą Ohmiyę stało się nieistotny.
      A teraz te czechizmy (też nie jestem żadnym ekspertem ale postaram się podzielić wiedza jaką zdobyłam i jaką posiadam)
      -użycie "język polski" odnośnie X wieku było uogólnieniem (nie sądziłam, że kogoś zainteresuje ten temat). Bardziej poprawną formą było by stwierdzenie "staropolski".
      Język polski i czeski wywodzą się z grupy języków zachodnio słowiańskich stąd to podobieństwo. W czasie wędrówki Słowian Czesi i Słowacy opuścili swoje tereny i przesunęli się w stronę Węgier, stamtąd zostali jednak wypędzeni i wrócili na swoje dawne ziemie - wędrówka ta oddaliła te języki od języka polskiego. Najlepszym dowodem na to jest to, że chociaż czeski należy do grupy języków zachodniosłowiańskich to rozwój grup typu TorT (gdzie T oznacza dowolną spółgłoskę) jest taki sam jak w grupie południowej(zachodzi proces przestawki i wzdłużenia) np. prasłowiańskie *boroda *sierce). Język jest jednak płynnym i nieustanie zmieniającym się 'tworzywem'. Np. u nas zachowały się nosówki,a w czeskim zanikły.
      Nie mam przed sobą 'właściwego' zapisu naszego pierwszego polskiego zdania, ale nie wykluczone jest to, że może być przykładem j. czeskiego. Należy pamiętać, że j. staropolski(czeski pewnie też) składał się z dźwięków, na które alfabet łaciński nie miał swoich graficznych odpowiedników. Często bywało tak, że jeden symbol mógł być odczytywany na cztery czy pięć sposobów.
      - mam nadzieję, że zrozumiałaś cokolwiek, trudno jest to tłumaczyć bez bezpośredniego kontaktu.
      U mnie niestety również nie pisze się prac na takie ciekawe tematy >.< to takie niesprawiedliwe!

      Usuń